• Wpisów: 92
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 20:21
  • Licznik odwiedzin: 7 783 / 2754 dni
 
malinowa1
 
Choć drugi miesiąc w szkole minął mi spokojnie to tak naprawdę nadal nie czułam, że to koniec ataków ze strony Stana. Ranę, którą na moich plecach odkrył Alec nie goiła się zbyt dobrze, można powiedzieć że wcale się nie goiła. Któregoś dnia Alec zabrał mnie do szkolnej kliniki, ale nie powiedział o co chodziło. Zapewnił, że wszystko w porządku. Zaczęłam zauważać, że coś się dzieje gdy znikał z Auroxem, co prawda miała Irin ale to nie to samo.
-Irin gdzie się podział Alec ?-spytałam gdy siedziałyśmy na jednych z zajęć.
-Nie mam pojęcia, ale to chyba dobrze, że spędzamy więcej czasu razem.
-Tak … pewnie- ale wiesz trochę mi brakuje, tego że zawsze było obok.
-Cały czas jest tylko widocznie ma jakieś sprawy o których nie powinnaś wiedzieć.
-Może masz rację.
Zajęcia minęły mi bardzo szybko, może dlatego że nie maiłam czasu zastanawiać się gdzie jest mój chłopak i co przede mną ukrywa. Szłam spokojnie korytarzem maśląc o ty, żeby pójść do pokoju, lecz Toś pokrzyżował mi plany. Postać w kapturze pociągnęła mnie za ramie.
-Gdzie jest Alec – spytał.
-To znowu ty – jęknęłam – nie mam pojęcia, a teraz puść mnie.
-Wiesz przecież ci pilnuje.
-Nie mam zamiaru się spowiadać, ale nie wiem gdzie on jest Stan – ostatnie słowo mocno zaakcentowałam, odwdzięczył się bólem głowy.
-Nie kłam.
-Do jasnej cholery- warknęłam odpychając go- nie wiem gdzie jest.
-Dobrze w takim radzie gdzie jego kolega?
-Aurox? Też nie wiem !
-Och do niczego się nie przydajesz.
-Nie mam zamiaru, wypuść mnie.
-Idź i zacznij współpracować inaczej cię do tego zmuszę.
-Jesteś chory Stan.
Nic nie odpowiedział. Wróciłam do pokoju już bez żadnych niespodzianek po drodze. Postanowiłam, że odrobię zadania żeby niemieć wielu zaległości. Profesor Nolan wkurzyła by się na mnie bez dwóch zdań. Właśnie pisałam wypracowanie z historii sztuki gdy do pokoju wszedł Alec. Zdziwiło mnie, że nie zapukał choć zawsze to robił.
-O co to za zaszczyt, wreszcie masz trochę czasu – powiedział dość oschle.
-Nie bądź uszczypliwa, miałem parę spraw do załatwienia.
-Czyżby? Podobno mamy nie mieć przed sobą tajemnic.
-Nie złość się na mnie chodziło o twoje bezpieczeństwo.
-Haha jeszcze lepiej, a nie sądzisz że powinnam o tym wiedzieć?
-Nie, na razie nie poza tym jest dobrze tak jak jest.
-Taa…- szepnęłam dla niego zawsze wszystko było dobrze – coś jeszcze chciałabym skończyć zadanie?
-Stęskniłem się za tobą ,nie bądź na mnie zła.
-Ale ja wcale nie jestem na ciebie zła.
-Przecież widzę.
-Powiedziałam, że nie jestem zła?! – krzyknęłam – zejdź ze mnie. To nie ja nie odzywałam się do ciebie przez tydzień i nie ja miałam tajemnice.
-Przepraszam, spróbuj zrozumieć.
-Staram się ale nie potrafię.
-Okej zostawię cię samą, tak będzie lepiej – powiedział skruszony i wyszedł. Przez moment miałam wyrzuty sumienia, że na niego nakrzyczałam ale w końcu dałam sobie spokój i wróciłam do pisania.  
Jednak po krótkim czasie byłam zrezygnowana więc zabrałam kurtkę i ruszyłam na dziedziniec. Stałam tam kilka minut gdy zdałam sobie prawe, że przecież nie będę stała jak słup soli tylko Pojdę na spacer. Szłam zaraz przy murze .
W oddali zobaczyłam posągi z wizerunkami aniołów. Piękne, białe a przede wszystkim ogromne .Ten wyraz twarzy … już mi znany, malujący się na niej ból. Szłam dalej i mijałam kolejne posągi aniołów. Przyciągały mnie, nie sposób było na nie nie patrzyć. Nagle czyjeś silne ręce złapały mnie w talii.
- Puść mnie !- wrzeszczałam, oczywiście osoba nie odpowiedziała tylko przyłożyła mi coś do ust. Straciłam przytomność. Nie wiem co przez ten czas się ze mną działo. Obudzałam się przykuta łańcuchami do ściany. Jedyną wygodą było to, że nie siedziałam na ziemi.
-Halo? - powiedziałam głośno –Alec?
-Nie Alec – odpowiedział mi czyjś głos.
-Wypuść mnie !
-Oj to nie możliwe słońce – musiała upłynąć chwila i zdałam sobie sprawę, kto to jest.
-Stan? Zwariowałeś, wypuść mnie ! – szarpnęłam za łańcuchy, a one tylko wzmocniły uścisk.
-Pokłóciłaś się z Aleciem, zapewne będzie cię szukał i o to chodzi. Posiedzisz sobie tutaj trochę . Może twój wspaniały chłopaki się tobą zainteresuje.
-Ty idioto! –krzyknęłam – jak możesz, czego ty ode mnie chcesz?
-Najwyraźniej mogę, poczekaj kochanie zaraz zadzwonimy do Aleca zobaczymy czy się zdziwi.
Wyją telefon z tylnej kieszeni spodni i wybrał numer brata.
-Witaj  bracie jak miło cię słyszeć – powiedział całkiem radosnym głosem .
-Czego chcesz ?
-Wiesz tak się składa, że właśnie twoja dziewczyna do mnie przyszła  
-Alec pomóż mi ! –wrzasnęłam ale Stan uderzył mnie w twarz.
-Gdzie ona jest ?! Przysięgam zabiję cię jeżeli ją tkniesz!
-Już to zrobiłem. Posłuchaj , masz przyjść tutaj sam inaczej będę ją męczył, aż zginie.
-Dobrze przyjdę tylko ją zostaw.
Rozłączył się.
-Teraz pozostaje czekać – uśmiechnął się  i odszedł. Nie wiem jak długo byłam zamknięte, straciłam rachubę czasu. Gołe, ciemne ściany nic tylko się w nie wpatrywała chwilami miałam wrażenie, że na mnie napierają.
Ciężkie metalowe drzwi w końcu się otworzyły, a zza nich wyłonił się Stan.
-I ja ci się tutaj siedzi ?- spytał.
Milczałam.
-Jak chcesz, Alec już idzie jeżeli chcesz go zobaczyć bądź grzeczna.
Zostawił otwarte drzwi, przez myśl mi przeszło jak bardzo chciałabym uciec, a ja bardzo jest to nie możliwe. Po kilku minutach usłyszałam kroki i podniesione głosy.
-Gdzie ona jest ? – warknął Alec
-Spokojnie przyniosłeś kamień?
-Nie mam go, nie należy do mnie tylko do Issy.
-Niedobrze wychodzi na to, że twoja dziewczyna trochę pocierpi – oparł i wszedł do pokoju ,którym wcześniej byłam sama. Alec również, chciał do mnie podbiec ale jakby niewidzialna ściana odgradzała go dosłownie kilka  kroków od łóżka.
-Isabello czy będziesz tak łaskawa i powiesz gdzie ukryłaś klucz?
-Jaki klucz o czym ty mówisz? – jak mogło mu się to jeszcze nie znudzić cały czas atakował mnie tak samo mocnym bólem.
-Przestań, ona naprawdę nie wie o co chodzi.
W tym momencie podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Jego dotyk palił. Tak dosłownie mnie palił!
-O mój boże – wyjąkałam kuląc się – ja naprawdę nie wiem .
-Simon ci coś dał, to jest kluczem, który masz mi oddać! – wrzasnął
Szybko domyśliłam się, że chodzi o naszyjnik, który od niego dostałam.
-Naszyjnik, nie! Nigdy ci go nie oddam. To pamiątka po Simonie.
Ból się nasilił a ja byłam już na skraju wytrzymałości. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością, aż zemdlałam. Jaki to był cudowny stan. Nie czułam już tego potwornego bólu przeszywającego od stóp do głów. Nawet myślałam, że umarłam chociaż Alec nigdy by na to nie pozwolił w pewnym stopniu przynajmniej tak mi się wydawało.
Bądź co bądź zależało mu na mnie, widziałam to i sama Niewinem dlaczego wcześniej zachowałam się jak dziecko.
Toś zaczął mnie budzić.
-budzi się!- wrzasną już znajomy głoś Auroxa – Alec, Issa się budzi!
-Issa kochanie jak się czujesz? – spytał z niewiarygodną troską w głosie.
-Ciszej ,dobrze – szepnęłam chciałam powoli się podnieść lecz spostrzegłam, że nie mam na sobie nawet skrawka ubrania leże sobie tak jak Pan Bóg mnie stworzył. Cudownie .
-Gdzie moje ubrania?
-Tutaj – Aurox podniósł rękę z kompletnie zniszczonymi ubraniami.
-Miałaś poparzone ramiona i pokaleczone ciało musieliśmy to szybko opatrzyć.
„Mogłeś chociaż mnie czymś przykryć – pomyślałam”
-Tak wyszło spieszyliśmy się- odparł lekka się uśmiechając.
-Pomóż mi wstać – jęknęłam.
-Nie. Powinnaś leżeć.
-Pomóż chcę zobaczyć co mi się stało – byłam nieźle wkurzona gdy zobaczyłam krew na nogach. Nigdy nie rozwaliłam sobie kolan, a teraz zobaczyłam że jednak moje nieskazitelne nogi zostały całkowicie posiniaczone i zranione – co to ma być?
-Nie zdążyliśmy zmyć, Issa chciałbym porozmawiać o naszyjniku. – powiedział niepewnie.
-O nawet mi nie przypominaj nigdy go nie oddam twojemu bratu, nigdy rozumiesz? To jedyna pamiątka jaka mi po nim została. On mi go dał i kazał pilnować – wykrzyknęłam.
-Stan od bardzo dawna chce go przejąć. Jedyną szansą żebyś nie cierpiała, musiałabyś go oddać.
-Nie ma takiej możliwości, to jest część mnie. Alec nie, nie oddam mu go , może mnie nawet zabić .
-Och Issa masz namiastkę tego do czego jest zdolny. Błagam nierób mi tego – szepnął.
-Przykro mi ale nie oddam tego naszyjnika .Oddaj mi ubranie chce stąd wyjść  - Aurox posłusznie podał mi je Niechcic uczestniczyć w tej konwersacji. Szybko wcisnęłam się w to co już nie można było nazwać ubraniem, jakimś jego fragmentem i poszłam w stronę drzwi. Na dworze był już mrok. Szłam w stronę budynku szkoły. W oddali zobaczyłam niewyraźną postać.
Podeszłam bliżej widok mną wstrząsnął. Zobaczyłam Simona ! Stał oparty o pień drzewa.
„Tylko nie krzycz – usłyszałam jego cudowny głos w głowie – nic ci nie zrobię ‘’
-O mój boże – mruknęłam cofając się do tyłu z przerażenia. Simon nie poruszył się. Jak to możliwe, przecież on nie żyje – pomyślałam .
„Tak nie żyje, nie bój się to ja. Issa gdzie masz naszyjnik?”
W pokoju, zostawiłam go w pokoju – odparłam myślach.
„ Posłuchaj nie możesz go nigdy, przenigdy dać Stanowi, noś go przy sobie. Rozumiesz?”
Dlaczego, o co tutaj chodzi Simon. Dlaczego właśnie ja ?
„ Bo byłaś osobą, którą kochałem ponad wszystko, dałem ci coś co może pomóc w życiu ale Stan chcę to zniszczyć. Zniszczył mnie, a teraz twoja kolej”
Nic nie rozumiem ten pożar. . . to Stan ? –miałam w oczach łzy
„ Nie płacz nie cofniesz czasu Alec i Aurox będą się Toba opiekować, są po naszej stronie „
Boże Simon o czym ty mówisz ? Jak to znałeś ich?
„ Tak kochanie dlatego tutaj jesteś, mają cię chronić „
Łzy już same spływały mi po policzkach, Simon lekko wychylił głowę. Obróciłam się i zobaczyłam, że idzie Alec.
„ Muszę iść ale wkrótce cię odwiedzę. Kocham cię Issa .„
-Ja ciebie też – szepnęłam ,a on odszedł. Stałam tak wryta dopóki nie usłyszałam krzyku biegnącej do mnie Irin.
- Issa, Issa jak się czujesz. Tak strasznie się o ciebie bałam.
Nie odpowiedziałam tylko patrzyłam na jej smutną twarz.
-Widziałaś Simona, prawda ?
-Irin ja zwariowałam ?- spytałam – on przecież nie żyje jak to możliwe. ?
-Kochanie nie zwariowałaś to był on- powiedziała przytulając mnie dopóki nie pojawili się Alec i Aurox.
-Chodźmy do pokoju wszystko ci wyjaśnimy.
W tamtej chwili myślałam tylko o tym żeby się położyć i zasnąć. Bardzo chciałam żeby życie było takie jak dawniej, spokojne nic się nie działo.  
Jednak tak się nie stało dotarliśmy do pokoju mojego chłopaka.
- Okej słuchaj , przyjaźnimy się z Simonem od urodzenia. On odziedziczył naszyjnik, który teraz ty masz. To jest klucz, a mój brat od wielu lat usiłuję go zdobyć. Dopóki Simon go miał byłaś bezpieczna, jednak gdy ci go przekazywał poprosił nas o pomoc.
-Ale do czego on jest mu potrzebny?
-Do odnalezienia pewnego rodzaju skrzyni – zapadła chwila ciszy – on nas zniszczy, wieki temu zostało to ukryte żeby nikt nie mógł tego odnaleźć.
-Jednak dla Stana jesteś małą przeszkodą – dodał Aurox.
-Dlaczego widziałam Simona ?
-Może to trochę dziwnie zabrzmi ale on tutaj cały czas jest – powiedział Alec – czemu ja to muszę mówić. . . .
-Simon znajduje się teraz między życiem, a śmiercią. Nie mam pojęcia ja ci to wytłumaczyć.
-Powiedz po prostu postaram się zrozumieć.
-Stan wywołał pożar w jego domu. On umarł lecz nie do końca. Teraz czeka żebyśmy dokończyli zadanie wtedy odejdzie.
-Jak mamy skończyć zadanie –  spytałam zmieszana .
-Nie wiemy potrzeba czasu żeby zobaczyć ja sytuacja się rozwinie, gdyby groziło ci ogromnie niebezpieczeństwo uciekniemy stąd.
-Dobrze… dobrze, przepraszam was jest już późno chciałabym jeszcze się  wykąpać i położyć –powiedziałam wstając .
-Tak jasne idź my tu jeszcze posiedzimy.
-Jutro możesz pospać dłużej, nie będziesz mieć zajęć profesor Nolan tak powiedziała.
-Dzięki – mruknęłam, otworzyła drzwi i wyszłam. W moim pokoju był idealny porządek, zapewne współlokatorka posprzątała. Zdjęłam ubranie i rzuciłam je do kosza. Przez chwilę wpatrywałam się w ramię, na którym miałam opatrunek. Postanowiłam go zdjąć, skóra była wyraźnie poparzona. Istny koszmar. Napuściłam wody do wanny o niczym innym nie marzyłam od kilku dn. Ciepła woda opływająca moje ciało i ten idealny spokój. Siedziałam tak około godziny, gdy wychodziłam na moim łóżku siedział Alec.
-Co ty tu robisz ?- zapytałam podchodząc do komody.
-Przyszedłem żebyś nie siedziała sama.
-A gdzie jest Irin ?
-Poszła do Naila, wiesz mają się ku sobie.
-Zauważyłam – zaśmiałam się cicho.
-Issa jeżeli chcesz mogę sobie pójść.
-Nie, nie zostań będę się czuła bezpieczniej.
-Okej, mogę mieć do ciebie prośbę ?
-Jaką?
-Pokaż mi naszyjnik.
Podeszłam do szafeczki i wyjęłam szkatułkę, w której trzymałam biżuterię. Wysypałam jej zawartość. Naszyjnik zawsze wkładałam do małego otworu w czerwonym aksamicie. Nadal tam był, podałam go Alecowi.
-Piękny, od tak dawna go nie widziałem – mruknął ledwo słyszalnie.
-Jak będziesz go odkładał to schowaj do małego otworu w materiale.
Położyłam się twarzą do ściany.  Kilka minut później Alec odłożył  wisior, zdjął bluzę i dołączył do mnie.  Objął mnie ramieniem i powiedział :
-Kocham cię Isabello Jons.
-Ja ciebie też Alexandrze Maslin.
-Spij spokojnie.



c43436cf0029e2e251225e1f.jpg

Nie możesz dodać komentarza.