• Wpisów: 92
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 20:21
  • Licznik odwiedzin: 7 783 / 2754 dni
 
malinowa1
 
                DWA TYGODNI PÓŹNIEJ
-Chodź pokaże ci coś –powiedział Alec spokojnym głosem – to moje ulubione miejsce.
Ujął moją dłoń po czym poprowadził w stronę dziedzińca. Szliśmy wolno, rozglądałam się po campusie gdyż nieczęsto miałam okazje tędy chodzić. Doszliśmy do schodów prowadzących w dół. Wyglądało ja zejście do krypty, nie pomyliłam się. Alec wprowadził mnie do ogromnej sali. Na środku mieścił się betonowy ołtarz, a nad nim witrażowe okno. Było przepięknie, z zewnątrz nawet nie zauważyłam że coś takiego się znajduje.
-Pięknie – powiedziałam rozglądając się wszędzie.
-Wiem, to wyjątkowe miejsce cisza i spokój. Zanim cię poznałem bywałem tu bardzo często. Jednak teraz nie mam czasu.
-Masz, przecież nie musisz być ze mną cały czas ja naprawdę sobie poradzę, a tobie przyda się chwila spokoju.
-Teraz to raczej nie możliwe, ale jeśli tylko będziesz chciała będziemy tutaj wpadać.
-Pewnie chętnie – odparłam- wracajmy zrobiło się trochę zimno.
-Tak przepraszam nie odczuwam tego ta jak ty – żachną się oddając mi swoją bluzę.
-Dziękuje – pocałowałam go po czym wyszliśmy z krypty.
-Będzie padać  stwierdziłam- odparł Alec.
-Tak mi się wydawało.
W jednej chwili okropnie zaczęła boleć mnie głowa, odruchowo uklękłam. Byłam lekko zamroczona przez chwile straciłam z oczu grunt pod nogami i wszystko dokoła.
-Nie wierze, że on to zrobił, boże Issa – krzyknął Alec, ledwo docierały do mnie jego słowa. Okropny ból paraliżował mnie, skulona przysiadłam na ziemi – Słyszysz mnie?
-Tak- jęknęłam powoli wracając do rzeczywistości – co się stało?
-Pamiętasz jak Stan przeciął ci szyję?
-Tak pamiętam.
-Jeżeli się nie mylę na sztylecie była trucizna, zaczęła działać dopiero teraz. Twój organizm jest silny dlatego jeszcze ze mną rozmawiasz.
-Co, jak to?! – wrzasnęłam.
-No tak wiele osób, którzy mieli to w organizmie po pierwszym ataku umierali.
-Nie, nie Alec ale ze mną tak nie będzie, prawda? – spytałam
-Mam nadzieję – szepnął przytulając mnie mocno – pójdę po Auroxa, zostań tutaj.
-Dobrze, ale się pośpiesz.
Alec szybkim krokiem udał się w stronę drzwi. Siedziałam pod drzewem gdy usłyszałam szelest. Odwróciłam się, lecz nikogo nie widziałam . Znowu szelest, nagle zza krzaków wyłonił się Stan. Miał na sobie tylko czarne skórzane spodnie. Jego nagi tors aż raził, ramię zdobił wielki tatuaż. Nie widziałam co dokładnie przedstawiał.
-Kogo ja widzę, ślicznotka – syknął – Alec zostawił cię tu samą?
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?
-Nie lubię się powtarzać, ale dla ciebie zrobię wyjątek. Chcę ciebie – uśmiechnął się podchodząc do mnie.
-Zostaw mnie w spokoju, to już wcale nie jest zabawne – wrzasnęłam i po raz olejny zaatakował mnie silny ból głowy. Ukryłam głowę w nogach i zaczęłam szlochać. Był to ból nie do opisania. Stan się zbliżył i ból ustał.
-Bądź milsza złotko.
-Przestań do cholery- jęknęłam.
- O to chodzi – zbliżył się na tyle by móc przy mnie uklęknąć – będziesz miła nie będzie bolało.
-Nie – warknęłam, osłaniając się przed dotykiem jego dłoni. I po raz olejny ten ból. Wiłam się na ziemi, a on patrzył. Modliłam się myślach żeby Alec już wracał.
-To jak dogadamy się? –zapytał
-Nie chce mieć z tobą nic wspólnego – pisnęłam i w naszą stronę zaczęli biec Alec i Aurox. Alec odsunął ode mnie Stana. Rozmawiali w czasie gdy Aurox był przy mnie.
-Nic ci się nie stało? – spytał
-Boli mnie głowa, proszę każ mu przestać.
-Alec niech przestanie – wykrzyknął Aurox. Przestało, odetchnęłam z ulgą, wyprostowałam się a chłopa otarł mi łzy.
-Już dobrze – szepnął z taką troską z w głosie, że po raz pierwszy zaczęłam go lubić – spróbuj powoli wstać zabiorę ci do Irin.
Podtrzymał mnie w talii żeby mnie upadła. Nogi miałam jak z waty, ledwo stałam.
-Nie dam rady, kręci mi się w głowie.
-Zaniosę cię, spokojnie – wziął mnie na ręce jakbym nic nie ważyła. Poszedł w stronę dziedzińca. W budynku nie było wielu uczniów, większość tkwiła na lekcjach albo w pokojach. Aurox wchodził po schodach gdy zrobiło mi nie dobrze.
-Postaw mnie – sapnęłam przez zaciśnięte zęby.
-Co?!
-No postaw mnie szybko.
-Okej – usłyszałam w odpowiedz. Postawił mnie na ziemi cały czas trzymając za rękę żebym nie upadła. Co się ze mną działo ? Już wiem, że ból głowy to sprawka Stan ale czy mdłości to również jego wyczyn co do tego nie miałam pewności.
-Możesz iść ? – zapytał po chwili.
-Chyba tak, a gdzie jest Alec?
-Jeszcze na zewnątrz, wiesz jak to on wymienia ostro zdania z bratem .
-Coś mi się wydaje, że prędko stąd nie odejdzie.
-To jest akurat pewnie dopóki ty tutaj jesteś- uśmiechnął się.,
-Aurox możesz po niego iść?
-Mogę ale nie chcę cię zostawiać.
-Proszę.
Nie wyszedł tyko oddalił się trochę, cały czas miałam go w zasięgu wzroku.
-Już idzie.
-Jak, przecież nawet nie wyszedłeś …
-Mam swoje sposoby – żachnął się i tak jak mówił na korytarzu pojawił się chłopak.
-Dzięki – poklepał go po ramieniu – jak się czujesz?
-Dobrze możemy już iść.
-Gdybyś czegoś potrzebował wiesz gdzie mnie szukać- powiedział Aurox odchodząc.
-Nic ci nie zrobił ?- spytał
-Ni pozwoliłam żeby mnie dotykał więc chyba nic mi nie jest.
-Obejrzę cię w pokoju – oświadczył zachowując kamienna twarz.
-Dobrze panie doktorze – zażartowałam.
-Kochanie to nie są żarty – uśmiechnął się nareszcie – serio mam zamiar cię obejrzeć.
-Mam się bać?
-Zawsze.

Przeszliśmy przez korytarz, mijaliśmy się z dwoma uczniami którzy na widok Aleca tylko kiwali głowami.  Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu wtedy mnie puścił.
-Zdejmij bluzę – polecił z uśmiechem na twarzy. Posłuchałam go, chodź nie za bardzo miałam na to ochotę. Podszedł i obejrzał mnie z każdej możliwej strony.
-Chyba nie masz żadnych poważniejszych obrażeń, tylko małe zadrapania pewnie od drzewa.
-Zadowolony? Nic mi nie jest – powiedziałam i przytuliłam się do niego.
Wspominałam już, że cudnie pachniał.
-Tak jestem zadowolony i mam nadzieję, że tak pozostanie.
Powoli włożył mi rękę pod koszulkę.  Głaskał mnie po plecach. Nagle zdjął ją i odwrócił mnie do siebie plecami.
-Co to jest ? – spytał gładząc ranę na plecach.
-Ale co, nic nie czuje .
-Masz coś czerwonego, to znaczy ranę.
-Nie wiem nic nie zrobiłam – powiedziałam otwierając drzwi do łazienki. Nie zdziwił mnie bałagan jaki tam panował, w końcu mieszkał tu Alec.
-Faktycznie, ale przecież nic nie zrobiłam.
-Jesteś pewna – spytał wchodząc za mną – dziwne…
-Daj ubiorę.
-Tak szybko? Szkoda bo tak pięknie wyglądasz.
-Zabawne- zaśmiałam się.
-Mówię serio – przyciągnął mnie do siebie – bardzo, bardzo serio.
-Och Alec…
-Hmm?
Pociągnął mnie w stronę łóżka. Szybko jego ubrania wylądowały na ziemi.
-Teraz nie uciekniesz –zaśmiał się.
-Jesteś pewny? – powiedziałam próbując się mu wyrwać ale wylądowałam na ziemi.
-Uwielbiam cię – szepnęłam wpatrując się w jego tors – bardzo.
-Ja Ciebie też mała.
-Od czego to ?- spytałam muskając palcem bliznę biegnącą z boku jego pięknego ciała.
-Stara rana… kiedyś biłem się z kumplem, nic poważnego.
-Jasne – wyczułam w jego głosie kłamstwo.
-Daj spokój  i chodź tu do mnie.





c73f8de6001b1fd050b235a1.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego