• Wpisów:92
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 20:21
  • Licznik odwiedzin:7 253 / 2451 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rok temu... ten czas tak bardzo szybko płynie.
Zaczęłam tutaj coś czego nie potrafiłam skończyć. Zaczęłam coś co pozwalało mi się rozwijać, z braku czasu i w sumie sporego mętliku w życiu nie byłam nawet w stanie zapanować nad tym co jest tutaj. Mimo tego, że mam napisane multum rozdziałów co działo się później przez ponad rok nic tutaj się nie pojawiło...
Chciałabym zacząć od nowa aczkolwiek nie wiem czy do końca tutaj coś da sie z tym zrobić.
To w sumie tyle poczułam, że fajnie będzie znowu tutaj wejść i coś po prostu napisać.
 

 
Kto by pomyślał , że będę czerpać taką satysfakcję z nieszczęścia mojego wroga. Teraz gdy widzę Melani udającą ten ból i przerażenie nie jest mi wcale żal słów wypowiedzianych gdy się poznałyśmy. Nie miałam okazji żeby nacieszyć się tą chwilą gdyż Alec wyrwał mnie z rozmyślań.
-Co Ci się stało? - zapytał z troską w głosie.
-Ktoś uderzył mnie w głowę.
-Ale kto, widziałaś go?
- Tak ale nie pamiętam dokładnie kto to był - zrobiła krok na przód ale odbiła się jakby weszła w niewidzialną szybę - co jest do cholery?
- Bariera ochronna, Issa musi cię zaprosić...
-Dziękuje Simon - szepnęłam unosząc oczy ku niebu i tym samym momencie owiał mnie chłodny ale przyjemny wiaterek. Chodź okno było zamknięte dobrze wiedziałam co to oznacza.
-Jak to możliwe, przecież to ścierwo go ukatrupiło - krzyknęła z żalem zwracając się do mnie.
-Jak śmiesz tak mówić! - huknęłam na nią czując jak narasta we mnie niekontrolowana agresja - jak śmiesz mnie tak nazywać, jesteś zwykłą zdzirą, która nie ma prawa twierdzić, że zabiłam Simona! Gówno o nas wiesz, a wpieprzasz się w moje życie!
-Wiem o tobie więcej niż ty sama -powiedziała po czym odwróciła się i odeszła ciemnym korytarzem. Zatrzasnęłam drzwi, wróciłam na łóżko odwrócona do ściany zaczęłam szlochać.
-To nie...nie prawda co mówiła, to nie ja go zabiłam.
-Oczywiście, że nie ty - szepnął Alec gładząc mnie po włosach, czułam jak w drugiej ręce trzyma telefon. Wiedziałam, że piszę do reszty przyjaciół.
Niedługo później wszyscy spotkaliśmy się na stołówce. Nie było tłumów, więc usiedliśmy żeby spokojnie zjeść kolację i porozmawiać. Te wszystkie wydarzenia sprawiły, że zupełnie zapomniałam o jedzeniu, byłam straszni szczęśliwa mogąc dosłownie pochłonąć moje ukochane naleśniki z czekoladą. Słuchałam rozmowy innych ale sama nic nie mówiłam, siedział z nami Aurox, a nie miałam ochoty wspominać o incydencie z Melani. Niestety Alec zrobił to za mnie.
-Wyobraźcie sobie, że Melani obwinia Isse o śmierć Simona.
-Co ?! Czy ona całkowicie zgłupiała. Mówiłem wam dawno żeby skrócić jej ten niewyparzony jęzor - odparł zbulwersowany Nail.
-Mam tylko nadzieję, że gdy pojawi się Christopher zrobi z nią porządek.
-Aurox, a może ty coś zrobisz w końcu to twoja dziewczyna.
-Daj spokój to nie jest moja dziewczyna, już nie.
-Issa może byś się odezwała siedzisz jak na skazanie.
-Nie mam powodu żeby się wtrącać do wszej rozmowy.
-Mała nie łam się wiesz, że ta idiotka gada bez sensu.
-Nie wiem...już sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć - powiedziałam podnosząc wzrok od talerza.
-Ej, ty mi się tu nie rozczulaj to nie twoja wina, jasne? - chwycił mnie za ramiona i wstrząsnął.
-Dobrze, dajcie mi żyć.
-Coś trzeba zrobić nie sądzicie? Ile możemy tak siedzieć nic się nie dzieje. Ruszcie się wyjdźmy gdzieś.
-Nie - skwitował Alec - nie ma mowy Issa nigdzie nie wychodzi.
-Od kiedy to ty za mnie decydujesz?!
-Od kiedy jesteśmy razem, więc nie dyskutuj.
-Nie przypominam sobie żebyśmy podpisywali umowę o jakimś wynajmie mnie na własność- krzyknęłam uderzając widelcem o talerz - chętnie z wami pójdę.
-Dobrze idziemy wszyscy razem z Melani.
-Chyba żartujesz? - powiedzieliśmy jednogłośnie.
-Nie, idzie z nami. Koniec.
Wszyscy rozeszliśmy się do pokoi przygotować się. Zgodnie z ustaleniem mieliśmy się spotkać za trzydzieści minut przed salą gimnastyczną. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam mocny makijaż. Postanowiłam założyć czarną obcisłą sukienkę z dużym wycięciem wzdłuż dekoltu. Żeby dopełnić całość wybrałam lawendowe czółenka na wysokich obcasach. Zdecydowałam się na nie tylko dlatego żeby nie wyglądać zbyt wyzywająco. Z pokoju wyszłam kilka minut przed czasem więc spokojnie dotarłam punktualnie. Wszyscy spojrzeli w moją stronę z otwartymi ustami. Auroxowi aż zaświeciły się oczy, jednak Alec był wyraźnie niezadowolony.
-Wyglądasz...czad - powiedział Nail śmiejąc się od ucha do ucha.
-Dziękuje Ci bardzo.
-Nie powinnaś- szepnął mi do ucha i złapał za rękę. Nie odtrąciłam go ale nie byłam z tego powodu zadowolona. Traktował mnie bardzo przedmiotowo czego nie lubiłam. Wyszliśmy dość szybko razem z tą flądrą Melani, która nie oszczędziła uwag na temat mojego wyglądu jakby sama wyglądała lepiej. Dotarliśmy na miejsce w piętnaście minut był to klub Piekło, najlepszy w okolicy. Kręciło się tutaj zawsze masa ludzi. Zapominając o całym dniu poddałam się zabawie, tańczyłam z każdym kto tylko był w pobliżu. Nie wiem ile drinków wypiłam ale to bardzo dobrze wpłynęło na moją dalszą zabawę. Alec cały czas na mnie zerkał więc podeszłam do niego i wyciągnęłam na parkiet.
-Może wreszcie zaczniesz się bawić, co?- zapytałam.
-Nie mogę do póki ty to robisz. Pięknie wyglądasz.
-Jestem piękna gdy tak wyglądam i jestem pijana, czy gdy robię tak - zbliżyłam się do niego i go pocałowałam tak jak dawniej.
-Jesteś piekna w całokształcie.
-Powiedzmy, że jesteś mało przekonujący.
I znowu poczułam chłodny wiatr, który przyjemnie mnie owiał. Tym razem odezwał się cichy głos w mojej głowie.
"Jesteś piękna, kochanie"
-Kto to powiedział?
-Ale co? - zapytał zdziwiony Alec.
-Nic, nie ważne. Mógłbyś mi przynieść nastepnego.
-Jasne zaraz wracam.
Odszedł z pustą szklanka, przedzierał się przez tłum aż dotarł do baru. Stwierdziłam, że będę bawić się dalej. Poddałam się muzyce lekko kołysząc biodrami. Nie długo mogłam nacieszyć się samotnością gdyż ktoś zasłonił mi oczy i pociągnął do tyłu. W jednym momencie nie znajdowałam się już w gorącym pomieszczeniu pijanych nastolatków ale na jego zapleczu. Gdy moje oczy zostały odsłonięte od razu poznałam zapach papierosów i pomarańczy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Śniłam. Szłam długim, wąskim korytarzem. Jego ściany były czarne cos pchało mnie na przód, aż dotarłam do ogromnego pokoju. W środku znajdowało się łoże, a na nim ja. Ten widok był okropny zobaczyłam własne ciało lezące bezwładnie na czarnej pościeli. Po chwili spostrzegłam postać siedzącą na skraju, czarne włosy oplatające twarz, tak. To był Alec. W pokoju panowała cisza rozglądając się do okoła widziałam siedzącego w kącie Auroxa był wyraźnie zrozpaczony. Pierwsze moje skojarzenie to czy Stan przysłał mi ten sen. Był tak realistyczny, że czułam jakbym na prawdę stała w tym pokoju. Przebudziłam się i usiadłam wyprostowana. Serce biło mi mocniej, dobrze że miałam obok siebie Aleca. Od razu poczułam się bezpieczniej.
-Co się stało ?-zapytał zaspanym głosem.
-Nic po prostu coś mi się przyśniło.
Ujął moja rękę i zamknął oczy.
-Skąd taki sen….nie przejmuj się kochanie.
Było oczywistym, że Alec nie był taki sam jak reszta ludzi. Czytali mi w myślach, rzucali uroki, a teraz odczytywał moje sny. Jasne jak słońce, że było coś nie tak. Mam skrytą nadzieje, że sami mi powiedzą dlaczego tak jest.
-Taki miałam zamiar, słuchaj chcę iść dziś na zajęcia, będę miała dużo zaległości. Zbierajmy się na śniadanie.
-Jak chcesz – odpowiedział niezdarnie zbierając się z łóżka.
Po porannej toalecie zebrałam ze stolika zeszyty i rzuciłam je do torby, porwałam plan zajęć i oboje wyszliśmy z pokoju trzymając się za ręce. Wreszcie zadeklarowaliśmy nasz związek, niektóre dziewczyny stojące na korytarzu szeptały między sobą. Oczywiście trzeba przyznać, że Alec był przystojny więc każda na siłę chciała mieć go dla siebie. No niestety musiał pogodzić się z jakże okrutną prawdą… był ze mną ki nie zamierzał tego zmieniać. Na stołówce roiło się od uczniów, wszyscy jakby nakręceni latali po pomieszczeniu. Skierowaliśmy się powoli do naszego stałego stolika. Jakie było moje zdziwienie gdy ujrzałam Naila obejmującego Irin ramieniem.
-Hej –przywitałam ich radośnie.
-Cześć kochana, jak się czujesz?
-Dobrze a ty ?
-Świetnie, wcześnie wstaliście teraz tu jest dużo osób.
-Chciałam pójść na zajęcia żeby nie robić większych zaległości, to jest szkoła jakby nie było.
-No tak masz rację- uśmiechnęła się upijając łyk wciąż gorącej kawy.
-Gdzie się podział Aurox?
-Alec no nie mów, że nie wiesz…
-No nie wiem oświeć mnie.
-Spędził noc z dziewczyną tylko nie wiadomo jeszcze czy to nie z Melani. Nie stawiam, że to nie ona, wkońcu tyle panienek jest na niego napalonych – zażartował Nail i nie zobaczył jak za nim zmaterializował się Aurox.
-Haha bardzo śmieszne młody, już daj spokój –powiedział, a na jego twarzy można było dostrzec lekki uśmiech – aż taką radość sprawiają ci żarty ze mnie?
-Hmm..zastanówmy się, tak bardzo – zaśmiał się.
-Irin wytrzyj mu mleko z pod nosa.
-Dobra koniec, nie chce tu żadnej wojny. Skupcie się i słuchajcie – oznajmiła, więc wszyscy zamilkliśmy – chcę się spotkać z Christopherem.
Chłopaki wymienili spojrzenia między sobą.
-Po co ? –zapytał Alec.
-Pomoże nam, a jeżeli nie to stanie po naszej stronie, będziemy silniejsi.
-To nie ma sensu jak chcesz go znaleźć?
-Już znalazłam mieszka przy Sto Pierwszej i Riverside.
-Dobra zgadzam się.
Irin ucieszona wstała od stołu i udała się w stronę wyjścia. Po drodze minęła Melani, która wpatrywała się jak suczka w swojego właściciela.
-Melani cię chyba szuka –podsunęłam Auroxowi, który momentalnie się obrócił. Pomachała mu lecz on nawet nie zmieni wyrazu twarzy.
-Chyba już pójdę, zaraz koniec przerwy – i odszedł, niedługo potem i my rozeszliśmy się na lekcje. Przeszłam całe skrzydło budynku w poszukiwaniu Sali do chemii organicznej, którą prowadziła profesor Madeline. Profesorka słynęła z tego, że nie przywiązywała zbytniej wagi do tego co dzieje się na jej zajęciach. Potrafiła godzinami omawiać struktury molekularne uczniom którzy i tak jej nie słuchali.
Zajęłam swoje miejsce na końcu Sali gdzie standardowo siedział Nail.
-Też masz chemie ale fajnie – powiedział bardzo zadowolony.
-Jak widać.
-Dzień dobry wszystkim – powiedziała profesor Madeline – ostatnio za dobrze dogadujecie się z przyjaciółmi, więc postanowiłam że osoba z lewej strony przesiądzie się na miejsce swojego byłego partnera. Będziecie zmieniać się tak co tydzień.
Klasa wydała pomruki niezadowolenia, oczywiście jako pierwszą usłyszałam Melani i jej świtę.
-Hej Issa czeka nas miły tydzień – zza ucha dobiegł mnie ciepły głos Lucy.
-Cześć, mam nadzieję że będzie nam się dobrze współpracować.
*****
Po zakończonych zajęciach przesiedziałam całe dwie godziny patrząc w biały sufit. Z zamyślenia dopiero wyrwał mnie Alec.
-Co robisz?
-Gapie się w sufit, a ty po co przyszedłeś?
-Nie miałem co ze sobą zrobić, strasznie dziwny dziś dzień.
-Tak też tak uważam.
-Słuchaj, zbliżają się święta. Szkoła co roku zabiera nas do hotelu żeby ogarnąć swoje sprawy. Wiesz o tym, że musimy zacząć znowu trenować musisz być w formie.
-Dobrze, dobrze zaczniemy trenować.
-Nie podoba ci się to wiem ale nic na to nie poradzę.
-Możesz poradzić…oj możesz- oznajmiłam przyciągając go do siebie. Nasze usta spotkały się jakby po raz pierwszy, pouczyłam lekkie mrowienie w całym ciele i zobaczyłam wizje naszego pierwszego pocałunku.
Nie trwało to długo gdyż ktoś otworzył drzwi z hukiem.
Stała w nich zakrwawiona Melani.


 

 
Już teraz możecie zadawać mi pytania na :
http://ask.fm/malinowa17
Pojawiła się także strona na faceboou:
http://www.facebook.com/pages/Malinowy-%C5%9Awiat/318554034914672
Zapraszam do polubienia !
 

 
Choć drugi miesiąc w szkole minął mi spokojnie to tak naprawdę nadal nie czułam, że to koniec ataków ze strony Stana. Ranę, którą na moich plecach odkrył Alec nie goiła się zbyt dobrze, można powiedzieć że wcale się nie goiła. Któregoś dnia Alec zabrał mnie do szkolnej kliniki, ale nie powiedział o co chodziło. Zapewnił, że wszystko w porządku. Zaczęłam zauważać, że coś się dzieje gdy znikał z Auroxem, co prawda miała Irin ale to nie to samo.
-Irin gdzie się podział Alec ?-spytałam gdy siedziałyśmy na jednych z zajęć.
-Nie mam pojęcia, ale to chyba dobrze, że spędzamy więcej czasu razem.
-Tak … pewnie- ale wiesz trochę mi brakuje, tego że zawsze było obok.
-Cały czas jest tylko widocznie ma jakieś sprawy o których nie powinnaś wiedzieć.
-Może masz rację.
Zajęcia minęły mi bardzo szybko, może dlatego że nie maiłam czasu zastanawiać się gdzie jest mój chłopak i co przede mną ukrywa. Szłam spokojnie korytarzem maśląc o ty, żeby pójść do pokoju, lecz Toś pokrzyżował mi plany. Postać w kapturze pociągnęła mnie za ramie.
-Gdzie jest Alec – spytał.
-To znowu ty – jęknęłam – nie mam pojęcia, a teraz puść mnie.
-Wiesz przecież ci pilnuje.
-Nie mam zamiaru się spowiadać, ale nie wiem gdzie on jest Stan – ostatnie słowo mocno zaakcentowałam, odwdzięczył się bólem głowy.
-Nie kłam.
-Do jasnej cholery- warknęłam odpychając go- nie wiem gdzie jest.
-Dobrze w takim radzie gdzie jego kolega?
-Aurox? Też nie wiem !
-Och do niczego się nie przydajesz.
-Nie mam zamiaru, wypuść mnie.
-Idź i zacznij współpracować inaczej cię do tego zmuszę.
-Jesteś chory Stan.
Nic nie odpowiedział. Wróciłam do pokoju już bez żadnych niespodzianek po drodze. Postanowiłam, że odrobię zadania żeby niemieć wielu zaległości. Profesor Nolan wkurzyła by się na mnie bez dwóch zdań. Właśnie pisałam wypracowanie z historii sztuki gdy do pokoju wszedł Alec. Zdziwiło mnie, że nie zapukał choć zawsze to robił.
-O co to za zaszczyt, wreszcie masz trochę czasu – powiedział dość oschle.
-Nie bądź uszczypliwa, miałem parę spraw do załatwienia.
-Czyżby? Podobno mamy nie mieć przed sobą tajemnic.
-Nie złość się na mnie chodziło o twoje bezpieczeństwo.
-Haha jeszcze lepiej, a nie sądzisz że powinnam o tym wiedzieć?
-Nie, na razie nie poza tym jest dobrze tak jak jest.
-Taa…- szepnęłam dla niego zawsze wszystko było dobrze – coś jeszcze chciałabym skończyć zadanie?
-Stęskniłem się za tobą ,nie bądź na mnie zła.
-Ale ja wcale nie jestem na ciebie zła.
-Przecież widzę.
-Powiedziałam, że nie jestem zła?! – krzyknęłam – zejdź ze mnie. To nie ja nie odzywałam się do ciebie przez tydzień i nie ja miałam tajemnice.
-Przepraszam, spróbuj zrozumieć.
-Staram się ale nie potrafię.
-Okej zostawię cię samą, tak będzie lepiej – powiedział skruszony i wyszedł. Przez moment miałam wyrzuty sumienia, że na niego nakrzyczałam ale w końcu dałam sobie spokój i wróciłam do pisania.
Jednak po krótkim czasie byłam zrezygnowana więc zabrałam kurtkę i ruszyłam na dziedziniec. Stałam tam kilka minut gdy zdałam sobie prawe, że przecież nie będę stała jak słup soli tylko Pojdę na spacer. Szłam zaraz przy murze .
W oddali zobaczyłam posągi z wizerunkami aniołów. Piękne, białe a przede wszystkim ogromne .Ten wyraz twarzy … już mi znany, malujący się na niej ból. Szłam dalej i mijałam kolejne posągi aniołów. Przyciągały mnie, nie sposób było na nie nie patrzyć. Nagle czyjeś silne ręce złapały mnie w talii.
- Puść mnie !- wrzeszczałam, oczywiście osoba nie odpowiedziała tylko przyłożyła mi coś do ust. Straciłam przytomność. Nie wiem co przez ten czas się ze mną działo. Obudzałam się przykuta łańcuchami do ściany. Jedyną wygodą było to, że nie siedziałam na ziemi.
-Halo? - powiedziałam głośno –Alec?
-Nie Alec – odpowiedział mi czyjś głos.
-Wypuść mnie !
-Oj to nie możliwe słońce – musiała upłynąć chwila i zdałam sobie sprawę, kto to jest.
-Stan? Zwariowałeś, wypuść mnie ! – szarpnęłam za łańcuchy, a one tylko wzmocniły uścisk.
-Pokłóciłaś się z Aleciem, zapewne będzie cię szukał i o to chodzi. Posiedzisz sobie tutaj trochę . Może twój wspaniały chłopaki się tobą zainteresuje.
-Ty idioto! –krzyknęłam – jak możesz, czego ty ode mnie chcesz?
-Najwyraźniej mogę, poczekaj kochanie zaraz zadzwonimy do Aleca zobaczymy czy się zdziwi.
Wyją telefon z tylnej kieszeni spodni i wybrał numer brata.
-Witaj bracie jak miło cię słyszeć – powiedział całkiem radosnym głosem .
-Czego chcesz ?
-Wiesz tak się składa, że właśnie twoja dziewczyna do mnie przyszła
-Alec pomóż mi ! –wrzasnęłam ale Stan uderzył mnie w twarz.
-Gdzie ona jest ?! Przysięgam zabiję cię jeżeli ją tkniesz!
-Już to zrobiłem. Posłuchaj , masz przyjść tutaj sam inaczej będę ją męczył, aż zginie.
-Dobrze przyjdę tylko ją zostaw.
Rozłączył się.
-Teraz pozostaje czekać – uśmiechnął się i odszedł. Nie wiem jak długo byłam zamknięte, straciłam rachubę czasu. Gołe, ciemne ściany nic tylko się w nie wpatrywała chwilami miałam wrażenie, że na mnie napierają.
Ciężkie metalowe drzwi w końcu się otworzyły, a zza nich wyłonił się Stan.
-I ja ci się tutaj siedzi ?- spytał.
Milczałam.
-Jak chcesz, Alec już idzie jeżeli chcesz go zobaczyć bądź grzeczna.
Zostawił otwarte drzwi, przez myśl mi przeszło jak bardzo chciałabym uciec, a ja bardzo jest to nie możliwe. Po kilku minutach usłyszałam kroki i podniesione głosy.
-Gdzie ona jest ? – warknął Alec
-Spokojnie przyniosłeś kamień?
-Nie mam go, nie należy do mnie tylko do Issy.
-Niedobrze wychodzi na to, że twoja dziewczyna trochę pocierpi – oparł i wszedł do pokoju ,którym wcześniej byłam sama. Alec również, chciał do mnie podbiec ale jakby niewidzialna ściana odgradzała go dosłownie kilka kroków od łóżka.
-Isabello czy będziesz tak łaskawa i powiesz gdzie ukryłaś klucz?
-Jaki klucz o czym ty mówisz? – jak mogło mu się to jeszcze nie znudzić cały czas atakował mnie tak samo mocnym bólem.
-Przestań, ona naprawdę nie wie o co chodzi.
W tym momencie podszedł do mnie i położył rękę na ramieniu. Jego dotyk palił. Tak dosłownie mnie palił!
-O mój boże – wyjąkałam kuląc się – ja naprawdę nie wiem .
-Simon ci coś dał, to jest kluczem, który masz mi oddać! – wrzasnął
Szybko domyśliłam się, że chodzi o naszyjnik, który od niego dostałam.
-Naszyjnik, nie! Nigdy ci go nie oddam. To pamiątka po Simonie.
Ból się nasilił a ja byłam już na skraju wytrzymałości. Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością, aż zemdlałam. Jaki to był cudowny stan. Nie czułam już tego potwornego bólu przeszywającego od stóp do głów. Nawet myślałam, że umarłam chociaż Alec nigdy by na to nie pozwolił w pewnym stopniu przynajmniej tak mi się wydawało.
Bądź co bądź zależało mu na mnie, widziałam to i sama Niewinem dlaczego wcześniej zachowałam się jak dziecko.
Toś zaczął mnie budzić.
-budzi się!- wrzasną już znajomy głoś Auroxa – Alec, Issa się budzi!
-Issa kochanie jak się czujesz? – spytał z niewiarygodną troską w głosie.
-Ciszej ,dobrze – szepnęłam chciałam powoli się podnieść lecz spostrzegłam, że nie mam na sobie nawet skrawka ubrania leże sobie tak jak Pan Bóg mnie stworzył. Cudownie .
-Gdzie moje ubrania?
-Tutaj – Aurox podniósł rękę z kompletnie zniszczonymi ubraniami.
-Miałaś poparzone ramiona i pokaleczone ciało musieliśmy to szybko opatrzyć.
„Mogłeś chociaż mnie czymś przykryć – pomyślałam”
-Tak wyszło spieszyliśmy się- odparł lekka się uśmiechając.
-Pomóż mi wstać – jęknęłam.
-Nie. Powinnaś leżeć.
-Pomóż chcę zobaczyć co mi się stało – byłam nieźle wkurzona gdy zobaczyłam krew na nogach. Nigdy nie rozwaliłam sobie kolan, a teraz zobaczyłam że jednak moje nieskazitelne nogi zostały całkowicie posiniaczone i zranione – co to ma być?
-Nie zdążyliśmy zmyć, Issa chciałbym porozmawiać o naszyjniku. – powiedział niepewnie.
-O nawet mi nie przypominaj nigdy go nie oddam twojemu bratu, nigdy rozumiesz? To jedyna pamiątka jaka mi po nim została. On mi go dał i kazał pilnować – wykrzyknęłam.
-Stan od bardzo dawna chce go przejąć. Jedyną szansą żebyś nie cierpiała, musiałabyś go oddać.
-Nie ma takiej możliwości, to jest część mnie. Alec nie, nie oddam mu go , może mnie nawet zabić .
-Och Issa masz namiastkę tego do czego jest zdolny. Błagam nierób mi tego – szepnął.
-Przykro mi ale nie oddam tego naszyjnika .Oddaj mi ubranie chce stąd wyjść - Aurox posłusznie podał mi je Niechcic uczestniczyć w tej konwersacji. Szybko wcisnęłam się w to co już nie można było nazwać ubraniem, jakimś jego fragmentem i poszłam w stronę drzwi. Na dworze był już mrok. Szłam w stronę budynku szkoły. W oddali zobaczyłam niewyraźną postać.
Podeszłam bliżej widok mną wstrząsnął. Zobaczyłam Simona ! Stał oparty o pień drzewa.
„Tylko nie krzycz – usłyszałam jego cudowny głos w głowie – nic ci nie zrobię ‘’
-O mój boże – mruknęłam cofając się do tyłu z przerażenia. Simon nie poruszył się. Jak to możliwe, przecież on nie żyje – pomyślałam .
„Tak nie żyje, nie bój się to ja. Issa gdzie masz naszyjnik?”
W pokoju, zostawiłam go w pokoju – odparłam myślach.
„ Posłuchaj nie możesz go nigdy, przenigdy dać Stanowi, noś go przy sobie. Rozumiesz?”
Dlaczego, o co tutaj chodzi Simon. Dlaczego właśnie ja ?
„ Bo byłaś osobą, którą kochałem ponad wszystko, dałem ci coś co może pomóc w życiu ale Stan chcę to zniszczyć. Zniszczył mnie, a teraz twoja kolej”
Nic nie rozumiem ten pożar. . . to Stan ? –miałam w oczach łzy
„ Nie płacz nie cofniesz czasu Alec i Aurox będą się Toba opiekować, są po naszej stronie „
Boże Simon o czym ty mówisz ? Jak to znałeś ich?
„ Tak kochanie dlatego tutaj jesteś, mają cię chronić „
Łzy już same spływały mi po policzkach, Simon lekko wychylił głowę. Obróciłam się i zobaczyłam, że idzie Alec.
„ Muszę iść ale wkrótce cię odwiedzę. Kocham cię Issa .„
-Ja ciebie też – szepnęłam ,a on odszedł. Stałam tak wryta dopóki nie usłyszałam krzyku biegnącej do mnie Irin.
- Issa, Issa jak się czujesz. Tak strasznie się o ciebie bałam.
Nie odpowiedziałam tylko patrzyłam na jej smutną twarz.
-Widziałaś Simona, prawda ?
-Irin ja zwariowałam ?- spytałam – on przecież nie żyje jak to możliwe. ?
-Kochanie nie zwariowałaś to był on- powiedziała przytulając mnie dopóki nie pojawili się Alec i Aurox.
-Chodźmy do pokoju wszystko ci wyjaśnimy.
W tamtej chwili myślałam tylko o tym żeby się położyć i zasnąć. Bardzo chciałam żeby życie było takie jak dawniej, spokojne nic się nie działo.
Jednak tak się nie stało dotarliśmy do pokoju mojego chłopaka.
- Okej słuchaj , przyjaźnimy się z Simonem od urodzenia. On odziedziczył naszyjnik, który teraz ty masz. To jest klucz, a mój brat od wielu lat usiłuję go zdobyć. Dopóki Simon go miał byłaś bezpieczna, jednak gdy ci go przekazywał poprosił nas o pomoc.
-Ale do czego on jest mu potrzebny?
-Do odnalezienia pewnego rodzaju skrzyni – zapadła chwila ciszy – on nas zniszczy, wieki temu zostało to ukryte żeby nikt nie mógł tego odnaleźć.
-Jednak dla Stana jesteś małą przeszkodą – dodał Aurox.
-Dlaczego widziałam Simona ?
-Może to trochę dziwnie zabrzmi ale on tutaj cały czas jest – powiedział Alec – czemu ja to muszę mówić. . . .
-Simon znajduje się teraz między życiem, a śmiercią. Nie mam pojęcia ja ci to wytłumaczyć.
-Powiedz po prostu postaram się zrozumieć.
-Stan wywołał pożar w jego domu. On umarł lecz nie do końca. Teraz czeka żebyśmy dokończyli zadanie wtedy odejdzie.
-Jak mamy skończyć zadanie – spytałam zmieszana .
-Nie wiemy potrzeba czasu żeby zobaczyć ja sytuacja się rozwinie, gdyby groziło ci ogromnie niebezpieczeństwo uciekniemy stąd.
-Dobrze… dobrze, przepraszam was jest już późno chciałabym jeszcze się wykąpać i położyć –powiedziałam wstając .
-Tak jasne idź my tu jeszcze posiedzimy.
-Jutro możesz pospać dłużej, nie będziesz mieć zajęć profesor Nolan tak powiedziała.
-Dzięki – mruknęłam, otworzyła drzwi i wyszłam. W moim pokoju był idealny porządek, zapewne współlokatorka posprzątała. Zdjęłam ubranie i rzuciłam je do kosza. Przez chwilę wpatrywałam się w ramię, na którym miałam opatrunek. Postanowiłam go zdjąć, skóra była wyraźnie poparzona. Istny koszmar. Napuściłam wody do wanny o niczym innym nie marzyłam od kilku dn. Ciepła woda opływająca moje ciało i ten idealny spokój. Siedziałam tak około godziny, gdy wychodziłam na moim łóżku siedział Alec.
-Co ty tu robisz ?- zapytałam podchodząc do komody.
-Przyszedłem żebyś nie siedziała sama.
-A gdzie jest Irin ?
-Poszła do Naila, wiesz mają się ku sobie.
-Zauważyłam – zaśmiałam się cicho.
-Issa jeżeli chcesz mogę sobie pójść.
-Nie, nie zostań będę się czuła bezpieczniej.
-Okej, mogę mieć do ciebie prośbę ?
-Jaką?
-Pokaż mi naszyjnik.
Podeszłam do szafeczki i wyjęłam szkatułkę, w której trzymałam biżuterię. Wysypałam jej zawartość. Naszyjnik zawsze wkładałam do małego otworu w czerwonym aksamicie. Nadal tam był, podałam go Alecowi.
-Piękny, od tak dawna go nie widziałem – mruknął ledwo słyszalnie.
-Jak będziesz go odkładał to schowaj do małego otworu w materiale.
Położyłam się twarzą do ściany. Kilka minut później Alec odłożył wisior, zdjął bluzę i dołączył do mnie. Objął mnie ramieniem i powiedział :
-Kocham cię Isabello Jons.
-Ja ciebie też Alexandrze Maslin.
-Spij spokojnie.


 

 
DWA TYGODNI PÓŹNIEJ
-Chodź pokaże ci coś –powiedział Alec spokojnym głosem – to moje ulubione miejsce.
Ujął moją dłoń po czym poprowadził w stronę dziedzińca. Szliśmy wolno, rozglądałam się po campusie gdyż nieczęsto miałam okazje tędy chodzić. Doszliśmy do schodów prowadzących w dół. Wyglądało ja zejście do krypty, nie pomyliłam się. Alec wprowadził mnie do ogromnej sali. Na środku mieścił się betonowy ołtarz, a nad nim witrażowe okno. Było przepięknie, z zewnątrz nawet nie zauważyłam że coś takiego się znajduje.
-Pięknie – powiedziałam rozglądając się wszędzie.
-Wiem, to wyjątkowe miejsce cisza i spokój. Zanim cię poznałem bywałem tu bardzo często. Jednak teraz nie mam czasu.
-Masz, przecież nie musisz być ze mną cały czas ja naprawdę sobie poradzę, a tobie przyda się chwila spokoju.
-Teraz to raczej nie możliwe, ale jeśli tylko będziesz chciała będziemy tutaj wpadać.
-Pewnie chętnie – odparłam- wracajmy zrobiło się trochę zimno.
-Tak przepraszam nie odczuwam tego ta jak ty – żachną się oddając mi swoją bluzę.
-Dziękuje – pocałowałam go po czym wyszliśmy z krypty.
-Będzie padać stwierdziłam- odparł Alec.
-Tak mi się wydawało.
W jednej chwili okropnie zaczęła boleć mnie głowa, odruchowo uklękłam. Byłam lekko zamroczona przez chwile straciłam z oczu grunt pod nogami i wszystko dokoła.
-Nie wierze, że on to zrobił, boże Issa – krzyknął Alec, ledwo docierały do mnie jego słowa. Okropny ból paraliżował mnie, skulona przysiadłam na ziemi – Słyszysz mnie?
-Tak- jęknęłam powoli wracając do rzeczywistości – co się stało?
-Pamiętasz jak Stan przeciął ci szyję?
-Tak pamiętam.
-Jeżeli się nie mylę na sztylecie była trucizna, zaczęła działać dopiero teraz. Twój organizm jest silny dlatego jeszcze ze mną rozmawiasz.
-Co, jak to?! – wrzasnęłam.
-No tak wiele osób, którzy mieli to w organizmie po pierwszym ataku umierali.
-Nie, nie Alec ale ze mną tak nie będzie, prawda? – spytałam
-Mam nadzieję – szepnął przytulając mnie mocno – pójdę po Auroxa, zostań tutaj.
-Dobrze, ale się pośpiesz.
Alec szybkim krokiem udał się w stronę drzwi. Siedziałam pod drzewem gdy usłyszałam szelest. Odwróciłam się, lecz nikogo nie widziałam . Znowu szelest, nagle zza krzaków wyłonił się Stan. Miał na sobie tylko czarne skórzane spodnie. Jego nagi tors aż raził, ramię zdobił wielki tatuaż. Nie widziałam co dokładnie przedstawiał.
-Kogo ja widzę, ślicznotka – syknął – Alec zostawił cię tu samą?
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?
-Nie lubię się powtarzać, ale dla ciebie zrobię wyjątek. Chcę ciebie – uśmiechnął się podchodząc do mnie.
-Zostaw mnie w spokoju, to już wcale nie jest zabawne – wrzasnęłam i po raz olejny zaatakował mnie silny ból głowy. Ukryłam głowę w nogach i zaczęłam szlochać. Był to ból nie do opisania. Stan się zbliżył i ból ustał.
-Bądź milsza złotko.
-Przestań do cholery- jęknęłam.
- O to chodzi – zbliżył się na tyle by móc przy mnie uklęknąć – będziesz miła nie będzie bolało.
-Nie – warknęłam, osłaniając się przed dotykiem jego dłoni. I po raz olejny ten ból. Wiłam się na ziemi, a on patrzył. Modliłam się myślach żeby Alec już wracał.
-To jak dogadamy się? –zapytał
-Nie chce mieć z tobą nic wspólnego – pisnęłam i w naszą stronę zaczęli biec Alec i Aurox. Alec odsunął ode mnie Stana. Rozmawiali w czasie gdy Aurox był przy mnie.
-Nic ci się nie stało? – spytał
-Boli mnie głowa, proszę każ mu przestać.
-Alec niech przestanie – wykrzyknął Aurox. Przestało, odetchnęłam z ulgą, wyprostowałam się a chłopa otarł mi łzy.
-Już dobrze – szepnął z taką troską z w głosie, że po raz pierwszy zaczęłam go lubić – spróbuj powoli wstać zabiorę ci do Irin.
Podtrzymał mnie w talii żeby mnie upadła. Nogi miałam jak z waty, ledwo stałam.
-Nie dam rady, kręci mi się w głowie.
-Zaniosę cię, spokojnie – wziął mnie na ręce jakbym nic nie ważyła. Poszedł w stronę dziedzińca. W budynku nie było wielu uczniów, większość tkwiła na lekcjach albo w pokojach. Aurox wchodził po schodach gdy zrobiło mi nie dobrze.
-Postaw mnie – sapnęłam przez zaciśnięte zęby.
-Co?!
-No postaw mnie szybko.
-Okej – usłyszałam w odpowiedz. Postawił mnie na ziemi cały czas trzymając za rękę żebym nie upadła. Co się ze mną działo ? Już wiem, że ból głowy to sprawka Stan ale czy mdłości to również jego wyczyn co do tego nie miałam pewności.
-Możesz iść ? – zapytał po chwili.
-Chyba tak, a gdzie jest Alec?
-Jeszcze na zewnątrz, wiesz jak to on wymienia ostro zdania z bratem .
-Coś mi się wydaje, że prędko stąd nie odejdzie.
-To jest akurat pewnie dopóki ty tutaj jesteś- uśmiechnął się.,
-Aurox możesz po niego iść?
-Mogę ale nie chcę cię zostawiać.
-Proszę.
Nie wyszedł tyko oddalił się trochę, cały czas miałam go w zasięgu wzroku.
-Już idzie.
-Jak, przecież nawet nie wyszedłeś …
-Mam swoje sposoby – żachnął się i tak jak mówił na korytarzu pojawił się chłopak.
-Dzięki – poklepał go po ramieniu – jak się czujesz?
-Dobrze możemy już iść.
-Gdybyś czegoś potrzebował wiesz gdzie mnie szukać- powiedział Aurox odchodząc.
-Nic ci nie zrobił ?- spytał
-Ni pozwoliłam żeby mnie dotykał więc chyba nic mi nie jest.
-Obejrzę cię w pokoju – oświadczył zachowując kamienna twarz.
-Dobrze panie doktorze – zażartowałam.
-Kochanie to nie są żarty – uśmiechnął się nareszcie – serio mam zamiar cię obejrzeć.
-Mam się bać?
-Zawsze.

Przeszliśmy przez korytarz, mijaliśmy się z dwoma uczniami którzy na widok Aleca tylko kiwali głowami. Gdy znaleźliśmy się w bezpiecznym miejscu wtedy mnie puścił.
-Zdejmij bluzę – polecił z uśmiechem na twarzy. Posłuchałam go, chodź nie za bardzo miałam na to ochotę. Podszedł i obejrzał mnie z każdej możliwej strony.
-Chyba nie masz żadnych poważniejszych obrażeń, tylko małe zadrapania pewnie od drzewa.
-Zadowolony? Nic mi nie jest – powiedziałam i przytuliłam się do niego.
Wspominałam już, że cudnie pachniał.
-Tak jestem zadowolony i mam nadzieję, że tak pozostanie.
Powoli włożył mi rękę pod koszulkę. Głaskał mnie po plecach. Nagle zdjął ją i odwrócił mnie do siebie plecami.
-Co to jest ? – spytał gładząc ranę na plecach.
-Ale co, nic nie czuje .
-Masz coś czerwonego, to znaczy ranę.
-Nie wiem nic nie zrobiłam – powiedziałam otwierając drzwi do łazienki. Nie zdziwił mnie bałagan jaki tam panował, w końcu mieszkał tu Alec.
-Faktycznie, ale przecież nic nie zrobiłam.
-Jesteś pewna – spytał wchodząc za mną – dziwne…
-Daj ubiorę.
-Tak szybko? Szkoda bo tak pięknie wyglądasz.
-Zabawne- zaśmiałam się.
-Mówię serio – przyciągnął mnie do siebie – bardzo, bardzo serio.
-Och Alec…
-Hmm?
Pociągnął mnie w stronę łóżka. Szybko jego ubrania wylądowały na ziemi.
-Teraz nie uciekniesz –zaśmiał się.
-Jesteś pewny? – powiedziałam próbując się mu wyrwać ale wylądowałam na ziemi.
-Uwielbiam cię – szepnęłam wpatrując się w jego tors – bardzo.
-Ja Ciebie też mała.
-Od czego to ?- spytałam muskając palcem bliznę biegnącą z boku jego pięknego ciała.
-Stara rana… kiedyś biłem się z kumplem, nic poważnego.
-Jasne – wyczułam w jego głosie kłamstwo.
-Daj spokój i chodź tu do mnie.




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wizyta Stana w moim śnie wywołała więcej pytań niż dała odpowiedzi. Nie mogłam zaprzeczyć temu co widziałam ale bardzo chciałam to zrobić.
-Stan… on pojawił się w moim śnie – powiedziałam trochę roztrzęsiona.
-Co ci mówił?
-Chciał mnie poznać, wspomniał mocy i bajkach jakie do tej pory słyszałam .
-Jakim sposobem przedarł się snu, przecież jestem tutaj więc nie mógł od tak sobie wejść – mruknął pod nosem.
-Nawet nie pytam co jest grane bo z pewnością mi nie powiesz.
-Zbieraj się powoli na zajęcia ja muszę z kimś porozmawiać, zobaczymy się później – powiedział całując mnie w policzek. Gdy wyszedł Irin zaczęła powoli wstawać.
-Hej Irin.
-Hej, coś ostatnio rzadko na siebie wpadamy.
-Tak wiem, może to zmienimy?- zaproponowałam
-Okej może na początek wspólnie śniadanie i poranne zajęcia.
-Pasuje. Wiesz chciałabym z tobą pogadać, cały czas towarzystwo chłopaków zaczyna działać mi na nerwy.
-Poznam cię z moimi dobrymi znajomymi, mam nadzieje że dorwę je przy obiedzie – powiedziała.
-Świetnie – uśmiechnęłam się – zbierajmy się powoli.
-Tak, zaraz wychodzimy.
Wyszłyśmy z pokoju na korytarzy było jeszcze ciemno. Uczniowie powoli zwlekali się na stołówkę. Pewnym ruchem otworzyłam drzwi. Zajęłyśmy miejsca przy stoliku gdzie zawsze siedziałyśmy z Auroxem i Nailem.
-Jakie zajęcia masz najpierw? – spytałam
-Zaczynam od filozofii, zobaczymy się dopiero na historii sztuki.
-Musimy mieć więcej wspólnych lekcji.
-Zdecydowanie – zaśmiała się –pomyślimy o zmianie planu.
Nagle zobaczyłam dwóch chłopaków zmierzających w naszą stronę. Twarz Auroxa od razu mnie zniechęciła i chciałam odejść, ale Irin powstrzymała mnie jednym ruchem.
-Cześć dziewczyny – powiedzieli razem.
-Cześć.
Nie odezwałam się.
-Jakie plany na dziś?
-Razem z Iss mamy zamiar spędzić miło czas – odparła.
-Mamy w tym jakiś udział?
-Z pewnością nie ty – warknęłam .
-Przestań się dąsać, przecież cię przeprosiłem.
-Wiesz gdzie możesz sobie wsadzić te swoje przeprosiny…
-Dobra, dobra – uniósł ręce w geście poddania.
-Oh Aurox jak możesz zniżać się do tego poziomu – powiedziała dźwięcznym głosem Melani.
-Jak tam nosek nie boli? – zachichotałam – może chcesz dostać z drugiej strony?
-Tak jak przypuszczałam twoje psychopatyczne zdolności nadal pozostały . Może lepiej zajmij się swoją twarzą, bo nawet dobry makijaż nie pomaga.
-Och wiesz moja twarz ma się bardzo dobrze, jednak twoja za minutę może ucierpieć – syknęłam i pokazałam palcem na drzwi – więc tam są drzwi.
Nie odpowiedziała gdyż za moimi plecami rozległo się klaskanie.
-Brawo, brawo jestem pod wrażeniem.
Kolejne zajęcia mijały szybko, niestety nieubłaganie zbliżało się szkolenie na którym całe szczęście byłam parze z Irin.
-Co jest między tobą a Nailem? – spytałam
-Między mną a Nailem? – odparował zdziwiona- Nic przyjaźnimy się, no może trochę mi się podoba.
-Trochę ? Ostatnio znikasz nocami, a Alec mówił że jesteś z nim. To nie jest trochę Irin.
-Tak, wiem . –zaśmiała się nonszalancko- podoba mi się przyznaje.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam ruch przy drzwiach. Odruchowo zaczęłam się wycofywać. Jednak nie daleko gdyż za moimi plecami znalazła się ściana.
Cholera – pomyślałam- akurat teraz musiała tu być.
-Idę po Aleca – szepnęła wybiegając z sali.
-Nie bój się młoda damo – powiedział – nie zrobię ci krzywdy… na razie.
-Czego ty ode mnie chcesz?!- krzyknęłam ze łzami w oczach.
Z nadludzką szybkością obok mnie znalazł się Alec z Auroxem.
- Aurox zabierz ją stąd – polecił towarzyszowi, lecz Stan nie puścił mojego nadgarstka a jedynie przejechał po nim czymś ostrym. Zobaczyłam czerwoną kreskę.
-Zabieraj ją stąd, już – warknął odwracając ode mnie twarz.
Chłopa przytulił mnie i wyszliśmy razem w stronę łazienki. Jak ja nie cierpiałam ran. Zawsze bardzo uważałam żeby się nie skaleczyć, a teraz proszę.
-Przemyj to szybko – powiedział z troską w głosie –zanim Alec wróci.
Zrobiłam co kazał. Później zsunęłam się na ziemie, przyciągnęłam nogi pod brodę i cicho zapłakałam.
-Hej, mała co jest?
-Czego Stan ode mnie chce?
-Nie wiem, ale nie zrobić nic co mogło by cię zabić a o to chyba chodzi.- szepnął po czym zjawił się Alec. Jego oczy gdy mnie zobaczył aż przybrały czerwoną barwę.
-Nic ci nie jest?
-Nie, nie jest okej – odparłam z wielką gulą w gardle.
-Pokaż rękę
-Alec lepiej nie – wtrącił Aurox- Stan rozciął jej nadgarstek.
-Nic jej nie zrobię – syknął po czym ujął moją rękę. Widziałam jak ze sobą walczył, jego wyraz twarzy i całe ciało było mocno napięte, a oczy robiły się coraz bardziej wściekłe.
-To nic zaraz zniknie.
Nie odpowiedział.
-Mógłbyś zabrać ją do Irin – powiedział po czym zwrócił się do mnie- za niedługo wrócę w tym czasie nigdzie nie wychodź.
-Nie potrzebuje niańki Alec – zaprotestowałam – sama dam sobie radę.
-Nie sprzeczaj się ze mną, Stan w każdej chwili może cię zaatakować. Nie obronisz się przed nim, Irin przeszła kurs pomoże.
-Dobrze więc nie będę się bronić. Nie zależy mi na tym.
Nie- warknął i wyszedł. Aurox zaprowadził mnie do pokoju, w którym już czekała Irin.
-Pilnuj jej, jeżeli coś się stanie… on nam tego nigdy nie wybaczy.
-Wiem, nie martw się wyczuje Stana gdy będzie się zbliżał.-powiedziała łagodnym głosem. Siedziałyśmy w milczeniu dobrych kilka godzin gdy cisze zaczęły przerywać szmery.
-Zbliża się – syknęła stawiając na równe nogi.
-Usiądź nic się nie stanie.
Drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł brat Aleca.
-Piękna Isabell, tak myślałem że cię tu znajdę.
-Czego chcesz? –spytałam z wahaniem. Stan zbliżył się do mnie tym samym zmuszając mnie żebym zbliżyła się do ściany. Jedną dłoń wysuną ku mojej ku mojej szyi .Zobaczyłam coś błyszczącego.
-Ciebie… chce ciebie. Od Tylku lat czekałem na tę chwile.
Irin przyglądała się nam z boku.
Cholera, cholera, cholera- zaklęłam myślach, nie mogłam dłużej tego słuchać.
-Zostaw mnie w spokoju raz na zawsze- mówiłam bliska płaczu.
-Nie mogę to wielka szansa – w tym właśnie momencie przesuną ostrzem po mojej szyi. Krzyknęłam przeraźliwie z bólu gdy zrobił to ponownie. Irin stała nie mogąc się poruszyć.
-Alec !-wrzeszczałam jego imię – pomóż mi!
W mgnieniu oka odepchnął brata z taką siłą, że wylądował na ścianie korytarza. Gdy tylko tam spojrzałam jego już nie było. Wpadłam ramiona Aleca.
-Dlaczego mnie nie posłuchałaś – szepnął w głaszcząc po włosach w znany mi sposób.
-Przepraszam … przepraszam – szlochałam – Alec proszę zrób coś z tym – dotknęłam szyi i pokazałam mu zakrwawioną ranę.


Isabella

Irin
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cała afera z Melani i Auroxem zaczęła mnie przerastać. Zastanawiałam się czy stąd nie uciec. Cały problem tkwił w tym, że Alec miał mnie pilnować wiec nawet nie miałabym jak wymknąć się niezauważona. Usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście któżby inny mógł tam stać.
-Czego chcesz? – spytałam
-Nie obrażaj się na mnie.
-Czy ja wyglądam jakbym się obraziła…
- Dobrze wiesz, że musisz mi pomóc w tym co robie. Będę cię bronił w każdej sytuacji i nie pozwolę cię skrzywdzić, ale musisz mi zaufać i chcieć żebym to robił.
-Ale ty już to zrobiłeś, pozwoliłeś żeby mnie ktoś skrzywdził.
-Wiesz nie chciałem żeby tak wyszło – powiedział chcąc mnie przytulić.
-Alec … proszę – wymamrotałam cicho.
Nawet nie wiedział jak na mnie działał. Od jego bliskości robiło mi się gorąco.
-Dobrze wiesz, że nie dam cię skrzywdzić. Nigdy.
-Wiem Alec, wiem.
-Dobrze kochanie – powiedział kładąc mnie na łóżku.
-Nie zdajesz sobie sprawy jaka jestem szczęśliwa – szepnęłam – odkąd Simon. . . sądziłam, że przy nikim nie będę czuła się tak bezpiecznie i dobrze, ale poznałam ciebie.
-Wiem, wyczuwałem to gdy cię poznałem.
Nie chciałam słyszeć tej odpowiedzi.
Pocałował mnie.
Czas się zatrzymał, kiedy moją twarz ujął w swoje ciepłe dłonie. Zbliżył usta musnął moje wargi. Potem zaczął całować głębiej, mocniej, namiętnie.
Kiedy wreszcie oderwaliśmy się od siebie złożył ostatni pocałunek na moim czole. Pragnęłam aby trwało to wiecznie. Jednak, trochę się odsunął, pogładził moje włosy i powiedział :
-Nie wiesz jak bardzo chciałbym z tobą być. Jesteś cudowna, dawno nie spotkałem takiej osoby jak ty.
-Alec – pogładziłam jego policzek- ja też i chcę żebyś mnie bronił przepraszam, że wcześniej mówiłam takie bzdury.
-Nie przejmuj się jest okej.
-Co to? Popatrz na okno – powiedziałam.
-Gdzie tam nic nie ma.
-Przecież widziała, czarnego ptaka. Nie mam jeszcze zwidów.
-Musiało ci się wydawać – powiedział nerwowo przesuwając dłonią po moim ramieniu.
-Co się dzieje?
-Nic wszystko w porządku – popatrzył na mnie lekko zmieszany.
-Przecież widzę, że coś cię zaniepokoiło.
-Dbam o twoje bezpieczeństwo.
-Tutaj nic mi nie grozi – powiedziałam .
-Issa zostań tutaj – szepnął – muszę coś sprawdzić, zaraz wrócę.
Wstał i wyszedł nie domykając drzwi. Szybko podeszłam i zobaczyłam jak podłogę porywa mgła, wdarła się również do pokoju.
Alec wolno przemierzył korytarz. Niedaleko pokoju Lucy, dziewczyny z którą miałam łacinę, stał chłopak z pewnością nie był uczniem, wyglądał na starszego. Był ubrany w czarny długi płaszcz. Dostrzegłam na jego twarzy leki uśmiech.
-Witaj bracie – powiedział.
-Co ty tutaj robisz?
-Nie cieszysz się, że po tylu latach widzisz ukochanego brata?
-Nieszczególnie zadowala mnie twoja obecność.
-Oj no daj spokój – powiedział dalej zachowując lekki uśmiech – tak dawno się nie widzieliśmy. Prawda, że miałem efektowne wejście? Chyba przestraszyłem ślicznotkę.
-Z tą mgłą przesadziłeś. Uwierz, że byle co jej nie wystraszy.
-To tylko malutka sztuczka gdybyś był taki jak ja poznałbyś o wiele więcej.
-Nigdy nie będę tai jak ty, Stan – westchnął – nigdy nie zmienię się w takiego potwora.
Jakiego potwora o co chodzi? – pomyślałam i słuchałam dalej tego co mówili.
-Przesadzasz dobrze wiesz, że jesteś taki sam.
-Mylisz się jestem zupełnie inny. Dlaczego wróciłeś?
-Stęskniłem się za tobą i dawnym życiem – powiedział – korzystając z naszego jakże uroczego spotkania może przedstawisz mi tę ślicznotkę, z którą byłeś w pokoju.
- Nawet o tym nie myśl, nie zbliżaj się do niej.
-Och . . . wstydziłbyś się nie chcesz mnie poznać z – zająknął się – jak jej tam ?
-Nie twój interes – warknął – powiedziałem nie zbliżaj się do niej.
-Dobrze, dobrze braciszku. Wybacz ale będę już się zbierał jutro też jest dzień. Miłej nocy – pożegnał się i odszedł.
-Gdzie byłeś?- zapytałam
-Sprawdzałem coś z holu.
-Nie okłamuj mnie – poprosiłam.
- Issa . . .
-Tym ptakiem był on ?
-Stan tak, nie chciałem żebyś wiedziała – westchnął obracając twarz – on jest zły, nawet nie wiesz jakie zagrożenie stwarza.
- Nie chcę żebyś miał przede mną tajemnice.
-To nie tajemnica ale wolałbym żebyś z nim nie miała nic wspólnego.
-Tylko dlaczego?- zapytałam – dlaczego jest taki zły.
-Nie chcę o tym rozmawiać ale proszę nie zbliżaj się do niego.
-Dobrze Alec, dobrze – szepnęłam gładząc go po ramieniu – tylko bądź spokojny.
-Staram się ale teraz nie jest łatwo.
-Gdzie jest Irin?
-Jest u Naila wróci za kilka minut - odpowiedział szybko.
-Zostaniesz ? – zaśmiałam się.
-Pewnie kochanie.
-Dziękuje – powiedziałam zdejmując ubranie i kładąc się do łóżka. Alec położył się obok mnie. Później słyszałam już tylko skrzypnięcie drzwi i delikatny głos Irin.
Zasnęłam.
Długo nic się nie działo jednak w końcu znalazłam się w ogrodzie. Było piękne letnie popołudnie. Ogród wyglądał bajecznie, wszędzie ogrom kwiatów. Za wielkim drzewem stała ciemna postać. Powoli zmierzał w moją stronę.
- Witaj ślicznotko – powiedział .
-im jesteś i co robisz w moim śnie ?
-To nie jest tylko twój sen moja droga, a ja jestem Stan – wyciągnął do mnie dłoń, której nie uścisnęłam .
-Brat Aleca , co tutaj robisz? – syknęłam .
-Cóż za odkrycie, tak jestem jego bratem. Chciałem cię poznać po dzisiejszej rozmowie wnioskuje, że raczej Alec nie dopuści mnie do ciebie więc idę inna drogą.
- Co to ma znaczyć ? I wynoś się mojego snu!
- Bez mocy nie byłoby mnie tutaj.
-Jakiej mocy co ty bredzisz?
-Tak moja droga wszystkie bajeczki które do tej pory słyszałaś to prawda.
-Daj mi spokój !- krzyknęłam .
-Dobrze, Jeszcze się spotkamy – powiedział po czym momentalnie się przebudziłam, ciężko dysząc.
-Issa co się stało?- spytał bardzo cicho.
-Co . . .? – usiadłam lekko zdezorientowana, rozglądałam się po pokoju.
-Co się stało ?!
-Stan – jęknęłam .



Stan

Lucy
  • awatar Enjoy the present ♥: genialne ! na serio, przeczytałam wszystkie rozdziały i jest mega :D czekam na następny rozdział :* ps. zapraszam do siebie też piszę opowiadanie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rano słyszałam jak ktoś mnie woła, nie byłam do końca pewna czy to nie sen.
-Issa wstawaj – powiedziała Irin.
-Irin co ty robisz?
-Wstawaj spóźnisz się na zebranie, Alec ty też się zbieraj.
-Okej – powiedziałam niechętnie zwlekając się z łóżka. Po chwili zauważyłam, że nie mam na sobie bluzki.
- Ej, gdzie jest moja bluza? – zapytała .
-Leży na podłodze.
-A dlaczego tam jest?
-Zdjęłaś ją w nocy- powiedział Alec przyciągając mnie do siebie.
-Och nie pora na to, spóźnię się na zebranie.
-Dobrze, dobrze później będzie na to czas.
-Zobaczymy- odpowiedziałam szybko się ubierając.
-O której jest to zebranie?
-Za 10 minut – powiedziała Irin.
-Cholera – zaklęłam pod nosem. Alec wziął mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju.
-Muszę się jeszcze przebrać – powiedział.
-Dobrze .
Poszłam korytarzem do sali gimnastycznej gdzie miało się odbyć zebranie. Zobaczyłam kilka rzędów krzeseł na samym przedzie siedzieli mentorzy. Usiadłam z tyłu żeby nie rzucać się w oczy. Zebranie się rozpoczęło i poproszono aby wszyscy mentorzy wstali.
-Witamy wszystkich przybyłych nowicjuszy i mentorów. Na dzisiejszym spotkaniu wyznaczymy opiekę dla uczniów pierwszego stopnia – powiedziała jedna z profesorek. Zaczęła wyczytywać nazwiska i wyznaczać mentorów. W końcu wyczytała mnie.
-Isabella Jons twoim mentorem będzie Alexander Maslin – powiedziała i w tym samym momencie zobaczyłam bladą twarz Aleca.
-Witaj piękna – szepną tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
-Alexander będzie twoim mentorem, będzie tobą trenował jak i towarzyszył gdy będziesz chciała opuścić teren campusu. Zrozumiałaś? – zapytała.
-Ta – odpowiedziałam krótko po czym usiadłam. Spotkanie trwało jeszcze kilka minut po czym wszyscy opuścili sale. Byłam tak zdziwiona, że poszłam prosto do pokoju.
-I jak jesteś zadowolona ze swojego przydziału? – zapytała Irin .
-Ta, nie, nie wiem. Zdziwiło mnie to trochę.
-Każdy nowicjusz dostaje swojego mentora, nie wspomniałam o tym wcześniej bo sądziłam, że się ucieszysz.
-Cieszę się ale nie spodziewałam się Aleca – odparłam i w tej chwili ktoś zapukał do drzwi. To był Alec.
-Hej.
-Cześć Alec – przywitała go radośnie.
-Issa idę na zajęcia zobaczymy się później – uśmiechnęła się i wyszła .
-Co tutaj robisz? – spytałam.
-Przyszedłem sprawdzić czy nic ci nie jest byłaś przestraszona – powiedział
-I co z tego, chyba nie masz zamiaru przylatywać ze każdym razem gdy coś poczuje.
-Mam cię chronić nie wiesz co teraz się dzieje muszę bardzo uważać żeby cię nie stracić.
-Och błagam nie przesadzaj nigdzie się nie wybieram – odparłam podnosząc torbę z ziemi – nie mam nawet gdzie uciec, wszędzie mnie znajdziesz.
-O to chodzi piękna. Zbieraj się idziemy poćwiczyć podstawy walki w parach.
Włożyłam strój do ćwiczeń i zeszłam za Aleciem prosto do Sali. Panowała ciemność i cisza. Na wszelki wypadek włączyłam światło.
-Cholera mruknęłam – widząc kto zmierza w naszą stronę .
-Nie bądź wulgarna – powiedział Aurox.
-Co ty tu robisz? – warknęłam. Miał na sobie biały t-shirt i luźne spodnie.
-Chyba znasz odpowiedź.
-Nie do końca. Może Melani ci tu kazała przyjść. Dziwki o psychopatycznych zdolnościach zwykle latami nękają swoje ofiary dołączyłeś so niej?
-Nie gadaj tyle tylko stawaj tu - wskazał mi miejsce – dzisiaj ja z tobą poćwiczę.
-Alec co to ma być?
-Chyba się nie boisz piękna. Jestem obok.
-Poszłam z nim na środek sali żałując w duchu, że po drodze nie potrącił mnie autobus.
-Co będziemy robić ? –spytałam.
-Walka w parach atak i obrona.
Zaatakował. Ledwo zdążyłam zrobić unik. Potknęłam się mało brakowało do upadu. Znowu na mnie natarł. Siłą woli utrzymałam się na nogach.
-Punt – wycofałam się do tyłu – nie chce z tobą walczyć.
-Urządzasz pyskówki na stołówce, chce ci trochę utrzeć nosa. Punkt.
Jęknęłam, bo mocno oberwałam .
-Po prostu mam oryginalny styl wysławiania się.
-Punkt wymierzył mi cios nogę.
-Jesteś chory. Punkt – wycedziłam przez zęby - czyżbym wystawiał twoją nieskazitelną reputacje na szwank.
Straciłam przewagę i nie patrzyłam gdzie stawiam stopy. Próbowałam kolejny raz uniknąć ataku, cofnęłam się i w tej samej chwili wymierzył mi solidny cios. Warto zauważy, że celował znacznie wyżej niż było to dozwolone. Jego pięść wylądowała na mojej twarzy. Zachwiałam się i uderzyłam o podłogę najpierw plecami, a potem głową. Poczułam ogromny ból w całym ciele i na chwile przestałam widzieć. Alec podbiegł i uchylił się do mnie.
-Issa, co jest ?!- krzyknął – zwariowałeś wiedziałeś, że mało potrafi .
-Ktoś musiał to zrobić.
-Melani jest tego warta serio?!
Nie odpowiedział. Zorientowałam się, że minęło już trochę czasu bo nade mną kręciło się kilka osób. Ostry słup światła raził mnie w oczy. Pierwsze zobaczyłam Aleca.
-Ej piękna nic ci nie jest ? – zapytał
-Och zejdź mi z oczy. Podobno miałeś mnie chronić – krzyknęłam rozglądając się powoli – A ten co tu robi ?!
-Sorki Issa nie chciałem cię tak atakować.
-Co się stało?!- krzyknęła wbiegająca do Sali Irin- O mój boże.
-Co jest ? – spytałam
-Idź do lusterka.
Zerwałam się łóżka i podbiegłam do lustra.
-Szlag by cię trafił Aurox – zaklęłam. Lewa strona mojej twarzy potrwały sino czerwone plamy. Najgorzej wyglądało oko. Wpadłam w panikę.
-Co ty chciałeś mi udowodnić? – spojrzałam jeszcze raz w lustro – zniszczę cię. Może nie dziś, nie jutro może za rok ale cie zniszczę ! – krzyknęłam wychodząc.
-Zaczekaj. To nie wygląda tak źle.
-Że co ?!No błagam cię będę teraz straszyć ludzi. Jak mogłeś do tego dopuścić.
-Skąd mogłem wiedzieć , że cię uderzy.
-Mogłeś się domyślić, po tym jak nas widział.
-Jeszcze niedawno mówiła, że mam nie przylatywać za każdym razem jak cos ci się będzie działo.
Gniewnie pchnęłam podwójne drzwi do stołówki. Zauważyłam kilka osób obracających się w moją stronę. Trudno pomyślałam.
-No, no z taką buzią to tylko Alec może cie pokochać.
-Ty jesteś specjalistą od kontuzji twarzy.
Jej złośliwy uśmiech pobladł. Ta bardzo mnie kusiło żeby tej chorej ślicznotce złamać nos.
-O dziwo to nie mi dołożył chłopak.
-ale zaraz tobie przyłoży dziewczyna i nie będzie to p przyjemne – podeszłam do niej i wymierzyłam cios prosto w jej twarz. Moją pięść padła prosto na jej nos. Cios był tak silny, że słychać było trzask pękającej kości. Melani aż upadła na ziemie.
-To była druga lekcja grzeczności. W trzeciej będzie gorzej.
-Wariatka ! – krzyknęła
-I kto to mówi – powiedziałam podchodząc do stolika .
-Szkoda, że nie zrobiłaś tak z Auroxem – powiedział Alec.
-W tym momencie najmniej mnie to interesuje.
-Issa przestań, zachowujesz się nieodpowiedzialnie.
-A od kiedy ty jesteś taki wspaniały?
-Nie jestem wspaniały. Mam cię bronić, a jeżeli mam top robić musisz ze mną współpracować, nie możesz się tak zachowywać – powiedział – musisz bardziej uważać, takie wybryki mogą ci tylko zaszkodzić.
-Czy ja prosiłam o ochronę ?! Gdyby mi coś zagrażało to wynajęłabym ochronę ale ta nie jest – poderwałam się z krzesła zabrałam ze stołu butelkę coli i wyszłam.
-Nawet nie wiesz ja bardzo się mylisz.



 

 
Alec został ze mną przez całą noc gdyż Irin jak się okazało była z Nailem na strychu szkoły.
Rano zdecydowałam, że nie pójdę na zajęcia tylko poćwiczę przed egzaminami. Alec obiecał, że do mnie dołączy gdy napisze test z łaciny. Umówiliśmy się, że będę czekała przy Sali gimnastycznej.
-Nareszcie, nie mogłam się doczekać –powiedziałam z ulgą.
-Idź się przebrać, szybko mała.
Poszłam na koniec Sali do szatni się przebrać po czym migiem wróciłam do Aleca. Ubrany był tylko w podkoszulkę i luźne spodnie od dresu. Przynajmniej jakaś odmiana bo zwykle chodził na czarno. Wyglądał świetnie, naprawdę świetnie. „Przestań się na niego gapić” -skarciłam się w myślach. Ustawił mnie naprzeciw siebie i skrzyżował ręce.
-Jesteś gotowa?- zapytał .
-Już bardziej nie będę.
Obrócił się i wykonał kilka ruchów, żeby pokazać mi jak powinnam się ruszać i wymierzać ciosy. Powtarzałam razem z nim i nareszcie odkryłam dlaczego ciągle przegrywałam na zajęciach. Szybko opanowałam ruchy pokazywane przez Aleca. Pod koniec pozwolił mi wypróbować to na sobie.
-No dawaj – zachęcił uderz mnie.
Skoczyłam naprzód, wymierzając cios ale powalił mnie jednym ruchem. Poczułam przeszywający ból w plecach. Nie mogłam się podnieść z podłogi.
-Co jest mała? – spytał .
-Nic, tylko czuje jakbym właśnie straciła kręgosłup – podniosłam się z trudem – dobra jeszcze raz.
-Co ty zwariowałaś jeszcze ci się coś stanie – powiedział – idziemy.
Alec szedł przodem . Nagle pomyślałam, że nie mogę się poddawać. Jednym susem skoczyłam na jego plecy. Nie przewidział tego, a jednak błyskawicznie się obrócił, chwycił mnie w locie i rzucił o ziemię. Jęknęłam pod ciężarem jego ciała.
-Cholera, przecież wszystko zrobiłam dobrze – krzyknęłam.
Unieruchomił moje ręce, był wyraźnie tym rozbawiony.
-Następnym razem milcz.
Westchnęłam głośno. Alec był znacznie wyższy i silniejszy ode mnie. Jednak nie tylko to decydowało o tym, że miał przewagę. Był umięśniony i szybki.
Trzymał mnie w uścisku. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej. Opierał się na mnie całym ciałem. On też poczuł tę wyjątkową bliskość. Wpatrywał się we mnie jak wtedy w pokoju gdy byliśmy sami.
Oddałabym wszystko żeby wiedzieć co teraz myślał. Serce zabiło mi mocnej gdy jeszcze bardziej się zbliżył. Zaczął mnie całować, jeszcze bardziej przyciskając mnie do podłogi. Poddałam się przyjemności po raz pierwszy od tygodni. Całowaliśmy się długo i nie powstrzymywałam go gdy ściągał mi bluzkę. Nagle jego usta powędrowały u mojej szyi. Poczułam dotyk zębów lekko drażniących moją skórę.
W tej samej chwili drzwi Sali się otworzyły. Odskoczyliśmy jak oparzeni. Do Sali weszła Melani z Auroxem.
-O cholera, a co to nowa się puszcza – powiedziała zadowolona.
-Zabawne, a ty niby co robisz ? –zapytałam – po co tu przylazłaś i to jeszcze z nim – powiedziałam zastanawiając się dlaczego Aurox to robi, przecież nie byli już razem.
-To mój chłopak mogę robić to co chcę.
-Stoisz za blisko – zaśmiałam się po czym wstałam z podłogi .
-Och Melani odsuń się zakłócasz jej przestrzeń intymną – powiedział Aurox .
-Pieprz się – rzuciłam.
-To propozycja ?
-Z tego co wiem to tobie nawet nie warto proponować – odgryzłam się
-Przede mną się nie rozbierzesz?
-Ty masz szanse zobaczyć gołe ciało jedynie w Internecie – odparłam ubierając bluzę.
-Nie mów tak do niego suko – wtrąciła Melani wyciągając rękę.
-Nie waż się bo będziesz szukała tej kościstej łapy za campusem .
-Uuu już się boje – powiedziała cofając się do tyłu .
-To zacznij- odparowałam trącając ją gdy wychodziłam z Sali. Alec wyszedł za mną.
-Co to miało być ?!- krzyknęłam .
-Nie przejmuj się nic się nie stało.
-Jak to nic, czy jej się to nigdy nie znudzi? Aurox tak jej nienawidził teraz nagle z nią jest . . .
-Przesadzasz mała, nic denerwuj się tym tak w końcu to nasza sprawa co robimy nie jej –powiedział chcąc mnie pocieszyć .
-Daj spokój nie poprawisz mi tym nastroju – rzuciłam zbierając rzeczy, poszłam korytarzem.
-Zaczekaj. O co chodzi? Co ona lub on takiego zrobił, przecież wcześniej nie ruszało cię to, dawałaś sobie rade.
-Co? Ty mnie pytasz co?! Chociażby to że nie powinna się w to wtrącać. Ja się puszczam, dobre sobie. . – wrzasnęłam – to jest niedorzeczne.
-Wiem, znam cię.
-Wcale nie- powiedziałam w dalszym ciągu idąc korytarzem. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w pokoju i porozmawiać z Irin.
-Gdzie idziesz? – zapytał .
-Do pokoju chce to wszystko przemyśleć.
-Idę z tobą – oświadczył - nie podlega to dyskusji.
Szłam korytarzem zmierzając do pokoju. Prawdę mówiąc w tej chwili myślałam tylko o tym żeby zemścić się na Melani.
-Przestań – powiedział surowo .
-Co znowu?!
-Przestań tak myśleć.
-Cholera weź mi przestań grzebać w głowie.
- Ciszej nie musisz na mnie wrzeszczeć♣.
-To przestań mi podsłuchiwać myśli co ty nie masz swoich? – powiedziałam otwierając drzwi –poczekasz muszę się odświeżyć?
-Jasne okej – rzucił – nie boisz się tak przy mnie.
-Niby czego?
-No wiesz teoretycznie jestem zagrożeniem – zaśmiał się.
-Jasne, jasne – powiedziałam rzucając bluzę na podłogę i wchodząco łazienki. Stanęłam przed lustrem zastanawiając się co ja robię. Sprzeczki z Melani to wina Auroxa, więc czym ja się martwiłam, przecież wcale nie musiałam w tym brać udziału. Tylko wtedy bym się poddała , a ona miała by wielką radość.
„Czym ty się przejmujesz poradzisz sobie z nią” –skarciłam się w myślach. Wzięłam szybki prysznic po czym podeszłam do drzwi.
-Alec, wyjmij z szafy przy łóżku czarne szorty – powiedziałam.
-Łap – cisną nimi we mnie.
-Dziękuje – powiedziałam.
-Fiu,fiu ale widoki – uśmiechnął się przy tym szczypiąc mnie w brzuch – nie wstydzisz się ?
-Niby czego, niedawno mnie tak widziałeś.
-Fakt ale nie pomyślałem, że zobaczę ponownie.
-Przyzwyczaj się jeżeli zamierzasz tu często przychodzić. Czasem lubię pochodzić po pokoju w samej bieliźnie – zaśmiałam się i usiadłam mu na kolanach.
-Coraz bardziej zaczyna mi się podobać.
-Świetnie.
Pocałował mnie, ale szybko się oderwałam.
-Dlaczego to robisz?
-Ale co, coś jest nie tak?
-Nie jest okej. Chodzi mi o to dlaczego podsłuchujesz moje myśli.
-Proszę nie pytaj mnie o to.
-Ale dlaczego, co ty przede mną ukrywasz? Powiedz mi – krzyknęłam.
-Nie mogę Issa,. Jeszcze nie teraz – odparł spokojnym tonem – nie jesteś jeszcze gotowa .
-Ale na co gotowa?
-Nie zmuszaj mnie, bo nie mogę ci powiedzieć.
-To źle, że chce wiedzieć co jest grane?
-Nie. To bardzo dobrze tylko musisz być gotowa.
-Dobrze, przepraszam – powiedziałam kładąc się na łóżko.
-Śpij już słońce. Jutro będziesz miała ciężki dzień.
-Dziękuje, że jesteś- szepnęłam całując go.



Melani
 

 
Miną już tydzień odkąd tu jestem. Z dnia nadzień było coraz lepiej. Zaczęłam się wysypiać, nie miałam koszmarów. Byłoby bajecznie gdyby nie Melani. Ta dziewczyna doprowadzała każdego do szału. Dzisiaj lekcje zaczynałam od sztuki łacińskiej okazało się, że Aurox również. Usiadłam w kącie na samym tyle klasy, on usiadł obok mnie.
-Hej- zagadnął .
Nic nie odpowiedziałam tylko się lekko uśmiechnęłam.
-Co ty taka niemrawa, stało się coś ?
-Co się miało stać? Wszystko porządku – odpowiedziałam .
-Wiesz, że kusisz swoim ubiorem. Powinnaś bardziej się zakrywać – zaśmiał się.
-Może chcę być tak ubrana żeby ci się bardziej spodobać? Nie pomyślałeś o tym, przecież w twoim typie są niegrzeczne dziewczyny.
-Auć zabolało ! Co ty od rana taka uszczypliwa.
-Wcale nie po prostu zrozumiałam, że żeby tu przetrwać muszę być taka jak wczoraj.
-Rozumiem śliczna. Zjemy razem obiad? – zapytał po czym wziął moją torbę i odszedł od stolika, nawet nie czekając na moją odpowiedź. Weszliśmy do stołówki. Aurox przystanął, czekając na mnie.
Wziął mnie za rękę nie uszliśmy daleko gdyż przede mną wyrosła ja z podziemi Melani.
-Weź nie głaszcz mi chłopaka – krzyknęła .
-Weź się odwal tak – odpowiedziałam mocno obejmując Auroxa.
-Co cię tu przywiało cholero ? –syknęła .
-Jednorożce – uśmiechnęłam się słodko.
-haha są wstrętne i się lenią jak ty .
-E,ą uczyły się od ciebie- powiedziałam. Widziałam jak Aurox zaczął się śmiać, a koleżanki się oburzyły.
-Nigdy mnie nie pokonasz.
-Założymy się ?– zapytałam .
-Zaraz ci wtłukę.
-Spróbuj, a ”r” cię stąd zabierze.
Odwróciłam się podeszłam do jakiegoś chłopaka, zabrałam ze stołu kawę mrożoną, pociągnęłam łyk.
-Wiesz co, słyszałam że mrożona kawa dobrze działa na wszy, a wydaje mi się że ty je masz. Wielkie jak słonie paskudne wredne pchły – podeszłam do niej .
-Issa nie rób tego – powiedział Aurox, lecz go nie posłuchałam. Wylałam kawę na głowę Melani. Ulżyło mi, byłam mega zadowolona.
-Oh teraz o wiele lepiej – powiedziałam odchodząc .
-To jeszcze nie koniec nowa – krzyknęła.
-Dla mnie koniec Melani – odebrałam torbę od Auroxa i usiadłam przy stoliku.
-Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał .
-Może dlatego, że chce mieć spokój raz na zawsze?
-Teraz raczej go nie zaznasz.
-Już drugi raz chodzi o ciebie. Może mi wyjaśnisz dlaczego akurat ze mną tak gadasz? Nie ma innych dziewczyn które mogłyby narobić sobie problemów z tą szmatą ? Dlaczego ja ?! – krzyknęłam odchodząc. Wyszłam ze stołówki nie odwracając się do tyłu. Szłam przez korytarz ze spuszczoną głową gdy nagle wpadłam na Aleca.
-Uważaj jak chodzisz, mała – powiedział.
-Przepraszam nie zauważyłam cię- odpowiedziałam na podnosząc głowy.
-Hej co ty płakałaś – zapytał podnosząc moją głowę do góry - co się stało ?
-Nic pożarłam się z Melani już drugi raz.
-Tylko o to chodzi?
-Nie, nie chce o tym teraz gadać.
-Wpadnę wieczorem jeżeli nie masz nic przeciwko – powiedział .
-Dobrze – odpowiedziałam po czym odeszłam do Sali na kolejne zajęcia. Przynajmniej na ekonomi miałam spokój żadnych znajomych twarzy. Tylko słuchałam wykładu.
Gdy zajęcia się skończyły poszłam do pokoju. Zostawiłam torbę na łóżku i poszłam pod prysznic. Bardzo chciałam zmyć z siebie ten ciężar wszystkich zdarzeń. Gdy nagle usłyszałam jak Irin mnie woła.
-Issa, Alec do ciebie przyszedł.
-Zaraz wyjdę – odpowiedziałam jej. Zawinęłam się w ręcznik bo wcześniej nie zabrałam ze sobą ubrań i wyszłam z łazienki.
-Cześć Alec – powiedziałam .
-Witaj piękna.
-Może ja was zostawię samych, wrócę za jakąś godziną może dwie – rzuciła zamykając za sobą drzwi .
-Poczekasz chwilę ubiorę się.
Wyjęłam z szafy bieliznę i ubrania i wróciłam do łazienki. Ubrałam się i zdziałam szlafrok.
-No to co się stało, opowiadaj.
-Pożarłam się z Melami i Auroxem.
Ostatnio mówiłeś, że żadna dziewczyna się do niego nie zbliżała od czasu gdy z nią był, ja byłam pierwsza. No właśnie dlaczego… dlaczego ja , musiał Się do mnie przyczepić i przez niego mam teraz spięcia tą francą.
-Dopiero to wszystko poznajesz nie przejmuj się tym, gdy coś będzie nie tak będę przy tobie. Niekoniecznie będziesz mnie widzieć, ale będę tobą.
-Jasne, cały czas tylko nie przejmuj się... Jak? Naucz mnie.
-Bardzo dobrze wiesz ja już nie raz to robiłaś. Mam do ciebie prośbę pod żadnym pozorem nie bij się z Melani.
-Dlaczego ? Myślisz, że sobie z nią nie poradzę.
-Wiem, że dasz radę ale nierób tego dopóki nie zdasz egzaminu, wtedy rób co chcesz ale na razie jej unikaj.
-Dobra postaram się, ale nic nie obiecuje – powiedziałam .
-Jesteś piękna wiesz?- powiedział stając za mną .
-Dziękuje. – zarumieniłam się – nie mam makijażu nie patrz tak .
-Właśnie dlatego jesteś taka piękna.
-Co ty nie przesadzaj, Melami jest ładniejsza. . .
-Haha proszę cię ona . . brak słów-zaśmiał się – może ja już pójdę nie będę ci przeszkadzać.
-Zostań, nie chce być sama – powiedziałam
-Nie jesteś sama, masz Irin.
-Jej tu teraz nie ma i pewnie szybko nie wróci.
-Okej, zostanę.
-Dzięki- powiedziałam całując go w policzek .

_________________________________________________
  • awatar My Stories ^^: Bardzo fajne ^.^ podoba mi siem :D kiedy następny ;* oby szybko :D
  • awatar Gość: genialne ^^ kiedy następny ?:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pospiesznie przeszłam korytarzem rozglądając się czy nikt za mną nie idzie. Wyszłam przed budynek szkoły, zobaczyłam zaparkowane auto przed bramą lecz nikogo w nim niebyło. Zastanawiałam się czy to auto Erica i czemu go nigdzie nie ma skoro do mnie napisał. Rozglądałam się w około ale nigdzie go nie widziałam. Po chwili dostałam kolejną widomość żebym była za szkołą przy wschodnim murze.
-Eric? - zapytałam bardzo cicho lecz nikt nie odpowiadał.
-Mała chodź tutaj- zawołał.
Podeszłam bliżej pod mur gdzie stał oparty Eric.
-Hej dlaczego się ta chowasz – ucałowałam go i stanęłam naprzeciw .
-Co jest mała? O czym chciałaś pogadać ? – zapytał .
-Wiesz, że Cię kocham ale nie wiem czy tak dłużej mogę, sam wiesz jak jest… Jestem tutaj w dalszym ciągu nie wiem czy stąd wyjdę. Już nikim z naszych znajomych nie rozmawiałam od dawna.
-Ale co chcesz przez to powiedzieć?
-Może to , że nie możemy się spotykać – odpowiedziałam.
-Ale jak to nie możemy?
-No tak tu nikt nie może mnie odwiedzać, a ja naprawdę Niewinem czy kiedykolwiek stąd wyjdę.
-Nie przejmuj się znajdziemy jakiś sposób – uśmiechną się i mnie przytulił .
-Eric muszę już iść zaraz ktoś może przyjść. Mam prośbę idź do brata Simona powiedz mu, że byłeś u mnie. Powiedz, że przepraszam i mam nadzieję że kiedyś go jeszcze zobaczę. Daj mu też to- podałam mu łańcuszek, który miałam na szyi.
-Ten łańcuszek dał mi Simon gdy pierwszy raz byliśmy nad jeziorem.
-Dobrze mała – odpowiedział .
-Dziękuje i przepraszam za wszystko.
-Nie przepraszaj nie masz za co nic nie zrobiłaś – przytulił mnie .
-Naprawdę muszę już iść – powiedziałam .
-Okej rozumiem.
Uśmiechnęłam się i wróciłam do szkoły. Chciałam wrócić do mojego pokoju ale stanęłam przy drzwiach Aleca.
Nie wiem sąd wiedział ale mi otworzył.
-Tak szybko wróciłaś. Co się stało? – zapytał .
-Nic się nie stało.
-Przecież widzę. Gdzie twój wisior ? – uśmiechną się .
-Ciężko się przyzwyczaić, że wszystko wiesz – powiedziałam.
-No więc gdzie go masz ?
-Zdjęłam go – odpowiedziałam .
-Wejdziesz czy będziesz stała tak w drzwiach – powiedział uśmiechając się .
-Tak jasne – zaśmiałam się. Weszłam po czym usiadłam na łóżku, Alec usiadł obok mnie. Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwile po czym powiedział.
-Jest już późno.
-Ah tak powinnam już iść i tak dziś za bardzo ci przeszkadzałam.
-Jeżeli chcesz zostań będzie milej. Damiena i tak nie ma.
-Jesteś pewien. Fatycznie jest późno – powiedziałam
-Tak. Jak chcesz kładź się i śpij. Może chcesz coś do pici.
-Jeżeli mógłbyś to poproszę herbatę.
-Okej zaraz wracam – odpowiedział.
Gdy wyszedł z pokoju zaczęłam się rozglądać. Podeszłam do okna stałam tam krótką chwilę po czy malec znalazł się za mną. Położył mi ręce na brzuchu.
-Co ty robisz? – zapytałam .
-Haha nie bój się piękna nic ci się nie stanie – uśmiechną się .
-Ohh tak wiesz o co mi chodzi.
-Nie bądź ta nie dotykała – odpowiedział.
-Nie za szybko? Jeszcze kilka godzin temu się do mnie nie odzywałeś.
-Alec mam do ciebie pytanie – powiedziałam zastanawiając się czy w ogóle powinnam.
-Co jest piękna?
-Kim jest była dziewczyna Auroxa? – zapytałam .
-Ta mała suka Melami… Nikt ważny wszystkim tylko działa na nerwy. Nie przejmuj się nią.
-Aurox też tak powiedział – nie wiedziałam co o tym myśleć .
-Dziś rano gdy poznałam Auroxa dziwnie się na mnie patrzyła i coś szeptała nie wiem co o tym sądzić.
-Meliani już ta ma udaje słodką idiotkę, a w rzeczywistości to wredna suka nie bez powodu tutaj trafiła – odpowiedziała mocniej mnie przytulając .
- Za co tu trafiała ?
- Za bójki. Mówię ci to straszna franca nikomu nie odpuści więc lepiej trzymać się od niej z Dalek. – uśmiechną się.
-Nie może być aż tak zła – odpowiedziała, przypominając sobie jak ja kiedyś ta byłam jakaś cząstka dalej we mnie jest i mam zamiar to wykorzystać gdy będzie trzeba.
-Nie myśl o niej jesteś w nowym miejscu, masz nowych znajomych po co psuć tę piękną noc na myślenie o Melani ?
-Ta masz racje tylko marnuję czas myśląc o niej - odpowiedziałam odwracając się do niego twarzą. Był tak podobny do Simona.
-Kładź się piękna jest już późno, jutro z tego co wiem masz sztukę łacińską IV stopnia.
-Nie mam pojęcia co to jest ale nie brzmi ciekawie. Jesteś bardzo miły nie wiem dlaczego to robisz ale dziękuje – odpowiedziałam .
-Nie dziękuj tylko kładź się szybko.
Zrobiłam ta jak mi kazał. Byłam bardzo zmęczona chociaż to pierwszy dzień. Mam nadzieję, że nie zostanę tu długo.

__________________________________________________________________________________
Wstałam wczesnym rankiem Alec już nie spał tylko wpatrywał się we mnie.
-Witaj piękna. Jak ci się spało? – zapytał .
-Dziękuje dobrze – popatrzyłam na jego telefon, która jest godzina – Alec chyba muszę już iść zaraz będzie śniadanie a chciałabym się przebrać i umyć –powiedziałam powoli wstając .
-Jasne spotkamy się na zajęciach .
Wyszłam nie żegnając się z nim. Pospiesznie weszłam do swojego pokoju. Irin siedziała na łóżku.
-Gdzie ty byłaś, martwiłam się – zapytała .
-Byłam z Aleciem – odpowiedziałam rozbierając się .
-Co?! Jak to Aurox szukał cie po całej szkole był nawet u niego ale powiedziała, że cię nie widział.
-Nie chciałam żebyś się martwiła przepraszam – odpowiedziałam wychodząc z łazienki w mocnym makijażu aby niebyło widać mojego zmęczenia.
-Następnym razem mnie uprzedzaj, że idziesz do tego lalusia będę spokojniejsza. Szybko ubieraj się słodka blondyneczko i idziemy na śniadanie – powiedziała .
-Haha jaki laluś zwariowałaś? Popatrz na niego cały czas w czerni gdzie tu laluś ?Ale fakt ma coś w sobie . . .
-Issa kochanie to ty na niego popatrz.
-Oj tam ja w nim nic takiego nie dostrzegam – uśmiechnęłam się zabierając torebkę i wychodząc za Irin. Podążałam za nią korytarzem szukając w torebce telefonu.
-Issa pospiesz się chłopaki czekają- krzyknęła .
Zobaczyłam, że stoi z Nailem i Auroxem. Dobiegłam do nich.
-Hej – powiedziałam- Irin nie widziałaś mojego telefonu ?
-Ah zapomniałam ci powiedzieć, że profesor Nolan go zabrała. Odda ci go gdy zdasz egzamin z obrony.
-Okej mogłaś mnie uprzedzić, że to zrobi – powiedziałam do Irin .
-Oj zapominałam ale nie przejmuj się zdasz egzamin i po krzyku – odpowiedziała pewnym rokiem wchodząc na stołówkę .
-Co ty się tak denerwujesz? – zapytał Aurox kładąc rękę na mojej talii.
-Wcale się nie denerwuję – odpowiedziałam. Z daleka zobaczyłam, że Melani zmierzała w naszą stronę.
-Co ja widzę … przygruchałeś już nową – zaśmiała się .
-Zazdrościsz mała zdziro – powiedział mocniej mnie trzymając, czułam jak zaciska rękę.
- Ty Melani może byś stąd poszła. Jeżeli jeszcze nie zauważyłaś nikt nie chce tu twojej obecności – powiedziałam podchodząc do niej bliżej. Aurox złapał mnie za rękę.
-A co ty ta do przodu nowa. Nie wychylaj się ta bo coś ci się stanie z tą twoją śliczną buźką – powiedziała wyginając ustaw wymuszonym uśmiechu .
- Naprawdę ? Uważaj ty femi dziundzio bo za chwilę twoja szczęka znajdzie się w innym miejscu – powiedziałam odwracając się przodem do Auroxa, który się do mnie uśmiechał. Melani podążyła za mną i szarpnęła mnie za ramie.
-Coś ci się chyba pomyliło Melani – powiedziałam uderzając ją.
-Nie wiesz im masz odczynienia nowa.
-Oh błagam niby mam się ciebie bać? Chyba żartujesz.
-Zobaczymy – powiedziała odchodząc .
-No, no ładnie, zaimponowałaś mi mała – powiedział oddając mi torbę i przytulając.
-Dziękuję. Zdaje mi się, że to dopiero początek choć jeszcze wczoraj mówiłeś, że mam się nią nie przejmować, a tu proszę – powiedziałam siadając przy stoliku.
-Ta wiem ale po co mieliśmy cię straszyć. Teraz widzę, że nie jesteś taką lalą jak na początku się wydawało.
-Jedyną lalę jaką tu widzę to Melani – odpowiedziała .
Po zjedzeniu śniadania poszłam do Sali gdzie miałam zajęcia sztuk walki. Nail również je miał więc byliśmy razem w parze.
-Dobrze sobie poradziłaś z Melani –zagadał .
-Dzięki. Pewnie nikt inny by się jej nie postawił .
-Fakt wszyscy się jej boją, a od kiedy była z Auroxem żadna dziewczyna nie próbowała się do niego zbliżyć. Ty jesteś jedyna.
-Ja wcale nie usiłuje się do niego zbliżyć. Po prostu zdziwiła mnie jego reakcja gdy do nas podeszła. Widziałam jaki był rozdrażniony.
-Tak to prawda. W dalszym ciągu źle na nią reaguje. Widziałem jak zaciskał rękę chyba dlatego tak poszłaś do przodu – powiedziała uśmiechając się .
-Trochę to zabolało ale nie tylko dlatego już wczoraj się na mnie dziwnie gapiła więc niech teraz wie, że ma sobie równą.
Zajęcia mijały coraz szybciej nawet nie zauważyłam, a był już wieczór. Szłam korytarzem, było ciemno jedynie kilka lampek świeciło przy suficie. Nagle ktoś pociągną mnie do tyłu.
-Co ty do cholery robisz? - warknęłam .
- Cicho bo się nauczyciele zlecą – powiedziała Aurox.
-Dlaczego nie dziwi mnie, że to ty . Nie masz co robić wieczorami tylko ludzi straszysz? –powiedziałam chcąc mu się wyrwać .
-Sorki jeżeli cię wystraszyłem ale dopiero teraz skończyłem zajęcia.
-Wyobraź sobie, że ja też. I właśnie zmierzałam do pokoju.
-Chciałem ci podziękować i przeprosić, że wczoraj byłem wredny.
-To jakiś cud, że wszyscy zaczynają się robić dla mnie tacy mili no oprócz jednej osoby – powiedziałam odchodząc.
-Dzięki.
-Nie ma za co ale następnym razem poproszę o zapłatę – uśmiechnęłam się zadziornie.

Melani i jej koleżanki
  • awatar Anna Maria R: Rozdanie u mnie- łatwe zasady, tylko 20 osób biorących udział ,by się odbyło. Zapraszam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Obudziłam się wczesnym rankiem lecz Irin już nie było. Poszłam do łazienki, starałam się ułożyć włosy i zrobić makijaż, który zniweczyłby moje zmęczenie.
Gdy wyszłam Irin siedziała na łóżku trzymając na nogach książki.
- Cześć Irin. Gdzie byłaś? –zapytała .
- Hej mała, byłam w bibliotece.
- Ah tak.- powiedziałam .
Podeszłam do szafy wyjęłam pierwszą lepszą bluzkę i spodnie założyłam buty i usiadłam.
- Chodźmy na śniadanie poznam Cię z ludźmi.- powiedziała z uśmiechem .
-Dobrze tylko zabiorę kurtę.
Wyszłyśmy z pokoju podążając długim korytarzem schodząc na dół. Stołówka była długa, przy każdym stole ktoś siedział. Zauważyłam ja kirin macha do chłopaków.
Zmierzałyśmy w ich stronę.
- Hej chłopaki –powiedziała - to jest Isabell .
- Siema ślicznotko – uśmiechnęli się .
- Issa to jest Aurox.
- Hej – uśmiechnęłam się .
- Tutaj Nail .
- Hej Issabella jestem – odpowiedziała .
- Siadaj piękna .
- Dzięki .
Usiadłam obok Auroxa. Chłopak miał piękne rysy twarzy był uroczy i wydawał się sympatyczny. Jeszcze ten jego uśmiech. Przypominał mi Simona.
- Czemu mi się tak przyglądasz ?- zapytał
- O przepraszam, przypominasz mi mojego chłopaka –odparłam smutno
- Nie przepraszaj. Co się z nim stało ?
-Zginą w pożarze domu.
- Nie powinienem był pytać – mimowolnie się uśmiechną.
- Nic nie szkodzi jest to już na porządku dziennym.
Po krótkiej chwili do Sali wkroczyły kobiety z wielkimi tacami ze śniadaniem. Podawały je każdemu. Gdy już nasz stoli otrzymał zaczęliśmy jeść w milczeniu. Z daleka widziałam jak jakieś dziewczyny rozmawiają gapiąc się na mnie.
- Kim są te dziewczyny? – zapytałam
- Nie zwracaj na nie uwagi Issa – odpowiedziała Irin
- Ale kim one . . .- przerwał mi Aurox
- Po prostu nie zwracaj na nieuwagi.
- Okej sorki.
Po śniadaniu pożegnałyśmy się z chłopakami i poszłyśmy do pokoju po rzeczy potrzebne do zajęć.
- Irin dlaczego Aurox tak zareagował?
- Wiesz to jego była dziewczyna. Nie lubi o tym rozmawiać bo prawdę mówiąc to straszna z niej suka – odpowiedziała
- Rozumiem – uśmiechnęłam się
- Chodź na dół, zaraz zaczną się pierwsze zajęcia.
Zeszłyśmy na dół zmierzając do pracowni nr.590. Znajdywała się w wschodnim skrzydle szkoły.
Weszłam do sali uczniów zajęła już miejsce przy stolikach. Ja usiadłam przy ostatnim. Obok mnie było jedno wolne miejsce, które po chwili zajął chłopak. Nie odezwał się do mnie.
- Hej - uśmiechnęłam się .
Nie odpowiedział. Zajęcia się rozpoczęły . Profesor Nolan uczyła obrony i szkoliła strażników.
- Co tu robisz? –zapytał chłopak
- Siedzę nie widać.- odpowiedziałam
- Daruj sobie, pytam dlaczego tutaj jesteś.
- To taka forma resocjalizacji.
- Widzę, że do najgrzeczniejszych nie należysz.
- To nie tak. Mój chłopak zginą w pożarze przy którym byłam. – odpowiedziałam.
- Hah widzę, że mamy specjalistkę od podpaleń –zaśmiał się
-Przestań to wcale nie jest śmieszne.
Nic nie odpowiedział.
- Jak masz na imię ?- zapytałam
- Co cię to interesuję słońce – odpowiedział
- No skoro raczyłeś się odezwać fajnie byłoby wiedzieć z kim rozmawiam.
- Alec, jeżeli chcesz wiedzieć mieszkam naprzeciw twojego pokoju – uśmiechną się lekko .
- Tak dobrze wiedzieć. Dzięki
-A ty nie łaska się przedstawić ?
- Isabell – odparłam .
- Tak, tak wiem.
-Skąd ?
- Tajemnica – odpowiedział, uśmiechając się
Rozmawialiśmy chyba przez całą lekcję. Straciłam poczucie czasu.
Alec pociągną mnie za rękę gdy wstawał.
Podążyłam za nim.
- Co ty robisz?- zapytałam
- Mamy następną lekcję razem, chyba nie chcesz siedzieć tu przez cały dzień.
- Ta. Przepraszam zamyśliłam się –odpowiedziałam
-Wiem. Zastanawiałaś się skąd o tobie wiem –uśmiechną się
-Co ?! Kurcze to jest chore.
-Co jest chore. To że z twojej twarzy jasno wynika, że o tym myślałaś. – odpowiedział
-Jasne. Co ty grzebiesz mi w głowie? Jakiem cudem?- zapytałam prawie krzycząc
- Nie przesadzaj. Po prostu wyczytałem to z twojej twarzy – odpowiedział.
-Powiedzmy że chwilowo w to wierzę.
-Wierz albo nie tak jest i koniec i chodź bo w końcu się spóźnimy. – krzykną odchodząc
Szłam za nim wolno zastanawiając się co jest grane. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Halo? – powiedziałam
- Issa! Co się z tobą dzieje? Dlaczego mam po ciebie przyjechać ? – to był Eric
- Nie krzycz nic się ze mną nie dzieje przecież wiesz gdzie jestem i za co również. Prosiłam ojca żebyś tu przyjechał.
- Wiem, ale po co? Co chcesz mi powiedzieć?- zapytałam
- To nie jest rozmowa na telefon. Musisz tu przyjechać dzisiaj. Nie będę miała ja z tobą rozmawiać więc pisz, a teraz muszę kończyć mam zajęcia.
-Okej trzymaj się tam słońce – powiedział
Rozłączyłam się. Zorientowałam się, że stoję na środku korytarza.
- Idziesz ?- krzykną Alec
- Tak idę.
Kolejne zajęcia szkolenia strażników .Jak to miało sens to był tylko poprawczak. Nie musiałam od razu być strażnikiem.
- Mogę wpaść wieczorem? –zapytałam Aleca
- Gdzie ?
-Do Ciebie, chciałabym pogadać.
-Ah tak. Śliczna koleżanka chce do mnie wpaść wieczorem- uśmiechną się po czym położył mi rękę na kolanie.
- Przestań. Mogę czy nie ?- zapytałam raz jeszcze
- Jasne wpadaj- uśmiechną się.
Zajęcia kończyły się wczesnym wieczorem. Byłam bardzo zmęczona, przebrałam się wzięłam kurtkę i poszłam do pokoju naprzeciw. Zapukałam, drzwi otworzył i Alec.
-Witaj, zapraszam – uśmiechną się .
-Dziękuję- odpowiedziała . Rozejrzałam się po pokoju był w ciemnych barwach, dwa łóżka jedno koło okna drugie zaraz przy drzwiach ”ozdobione” ubraniami.
-Ładnie tutaj – uśmiechnęłam się .
-Taa.. dzięki, nie zdążyłem posprzątać.
-Nie przejmuj się nie przeszkadza mi to – odparłam po czy usiadłam na łóżku opierając się plecami o ścianę. Alec usiadł obok mnie.
-O czym chciałaś pogadać?
-W sumie to chciałam zapytać kim ty właściwie jesteś? Skąd tyle wiesz? – zwróciłam się u niemu .
-Jestem Alec to już wiesz. Po prostu wiem. Może jestem jasnowidzem –zaśmiał się .
-Oj daj spokój chce wiedzieć.
-Ale czego ty oczekujesz, że powiem ci skąd wiem kim jesteś ?
-Tak właśnie.
-Z czasem sama się przekonasz. Irin mówiła żebyś się nie dziwiła zdarzeniami w tej szkole.
-Kurcze co ty jaja sobie robisz? Podsłuchujesz moje myśli? Może jeszcze wiesz co czuje? – zapytałam .
-Jesteś zła i smutna. Zła dlatego, że nie chce ci nic powiedzieć, a smutna bo nie ma tu Simona i nie możesz o nim zapomnieć .
-Ty faktycznie wiesz co czuję – niedowierzałam .
Zapadła cisza, spuściłam głowę lecz Alec uniósł mi brodę palcami.
-Hej nie smuć się, kiedyś się dowiesz co jest grane – pocieszał mnie .
-Nie oto chodzi.
-A o co ?- zapytał.
-Zastawiam się co ja tutaj robię. Źle się tu czuję. Przecież nic nie zrobiłam.
-Nie przejmuj się tym. Z czasem to minie. Przyzwyczaisz się gdy lepiej poznasz otoczenie.
-Tak właściwie to dlaczego ty tu jesteś? – zapytałam.
-Ja jestem tu przez mojego współlokatora, za napad – odpowiedział .
-I kto tu jest niegrzeczny – uśmiechnęłam się .
-Jesteś jeszcze ładniejsza gdy się uśmiechasz – przysuną się .
-Dziękuje. Już dawno nie słyszałam miłych słów. Tak jak długo się nie uśmiechałam .
-Nie dziwie się po takim przeżyciu – odparł.
Alec przybliżył do mnie twarz.
-Issa jesteś naprawdę piękna gdy się uśmiechasz .
W tym momencie dostałam wiadomość od Erica.
-Przepraszam , muszę już iść – powiedziałam .
-Rozumiem.
Pocałowałam go w policzek i wyszłam .


Alec

Aurox

Nail

Isabell

Irin

 

 
Był piękny słoneczny dzień. Pierwszy w nowej szkole, o ile można było to nazwać szkołą. To poprawczak do którego została wysłana. Nic już nie mogła z tym zrobić. W myślach przeklinała ten dzień, w którym to wszystko się stało.
Isabell piękna długowłosa blondynka o niebieskich oczach. Mogła mieć każdego ale wybrała jego, Simona. Ten cudowny młodzieniec o bujnych brązowych włosach zginą w pożarze swojego domu. Był wtedy tylko z Isabell, została oskarżona o spowodowanie całego wypadku. Odbyła się rozprawa, na której została wysłana właśnie tutaj. Choć minęło już dwa miesiące od jego śmierci Isabell w dalszym ciągu nie mogła pogodzić się, że Simon odszedł. Nigdy już go nie zobaczy, nie dotknie niego wspaniałego ciała. Zostały tylko wspólne fotografie. Za każdym razem gdy o nim myślała płakała. Nawet teraz nie potrafiła powstrzymać łez. SCROS FORD wielki napis na bramie gdy zbliżała się przyprawiał o mdłości.
Gdy wysiadła z samochodu już widziała, że szczupła kobieta długim płaszczu zmierzała w jej stronę. Widać było jej czarne włosy wystające z pod kaptura.
- Witaj Isabell – powiedziała kobieta .
- Dzień dobry, aa Pani to … - zawahała się mówiąc .
- Profesor Nolan drogie dziecko – uśmiechnęła się .
- Taak, a więc co teraz ?
- Pożegnaj się z rodzicami, gdyż nie będą mogli cię tu odwiedzać.
- Dobrze – powiedziałam zasmucona .
Podeszłam w stronę auta, mam wyszła jako pierwsza.
- Wiesz jak nie lubię pożegnań, załatwmy to szybko.
- Córcia wiesz jak będzie mi cię brakować – powiedziała mama .
- Wiem pozdrów ode mnie Erin, Lucka i wszystkich. Powiedz, że mam się dobrze i kiedyś wrócę.
- Dobrze. Isabell kocham Cię nie zapomnij o tym – powiedziała, ze łzami w oczach .
- Ja Ciebie też – przytuliłyśmy się .
Mama wsiadła powrotem do auta, tata chciał się ze mną pożegnać.
- Tato wiedz, że Cię kocham i kiedyś wrócę. Przepraszam was ze wszystko widocznie tak musi być – powiedziałam płacząc .
- Issa, proszę nie płacz ja też Cię kocham i gdy tylko będzie taka możliwość zabiorę Cię stąd. –odpowiedział.
- Dziękuje.
- Czekaj jeszcze jedno. Powiedz Ericowi żeby tu przyjechała tylko niech wcześniej do mnie napisz, muszemu powiedzieć coś bardzo ważnego. Proszę nie zapomnij o tym! – krzyknęłam
Rodzice odjechali, a ja zostałam bramie. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Tak dawno ich już nie widziałam i mogę długo nie zobaczyć jeżeli nie znajdę sposobu żeby się stąd wydostać.
- Isabell, wszyscy czekają – powiedziała kobieta .
- Tak, tak przepraszam już idę.
Profesor Nolan przeprowadziła mnie przez wielki korytarz, wyglądał trochę jak piwnica. Uczniowie snuli się w jedną i drugą stronę.
- Isabell poznaj naszych nauczycieli.
Nawet nie wiedziałam kiedy weszłyśmy do wielkiej oszklonej sali.
- Dzień dobry. Jestem Isabelle Jons.
- Tak wiemy, usiądź dziecko –powiedziała rudowłosa kobieta .
- Dziękuje – odpowiedziałam .
- Dopiero co przyjechałaś, jak minęła Ci podróż ? – zapytała .
- Dobrze, dziękuję.
- Cieszymy się. Nie chcemy Cię dzisiaj męczyć. Profesor Nolan zaprowadzi Cię do twojego pokoju będziesz mieszała z Irin. Na pewno się polubicie. – powiedziała z uśmiechem .
- Bardzo dziękuję jesteście tacy mili. – powiedziałam po czym pomaszerowałam w stronę drzwi .
Czekała już tam na mnie profesor Nolan. Szłyśmy długim, wąskim korytarzem. Minęłyśmy kuchnię i stołówkę po czym skręciłyśmy w lewo na schody. Brązowe drzwi każdego pokoju były ponumerowane. Wreszcie dotarłyśmy do pokoju miał on numer 273.
- Dziękuje . – powiedziałam do kobiety lecz ona nie odpowiedziała tylko skinęła głową.
Weszłam do środka, moje rzeczy już tu były. Pokój był jasnoróżowy miał dwa metalowe ozdobne łóżka . Ściany oblepione zdjęciami i plakatami. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że może tu być ładnie. W oknie zobaczyłam dziewczynę, pewnie nie zauważyła ja weszłam.
- Cześć – powiedziałam .
- Hej, ty jesteś Isabell – uśmiechnęła się – miło cię widzieć jestem Irin.
- Ciebie też.
- Dawno przyjechałaś? – zapytała .
- Nie ale byłam z nauczycielami .
- Ah tak pewnie zadawali ci mnóstwo pytań ?
- Chcieli tylko powiedzieć, że będę z Tobą mieszkać – uśmiechnęłam się.
- Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawiła. Nie jest tu tak strasznie jakby mogło się wydawać. Czasem dzieją się tu dziwne rzeczy ale nie przejmuj się z czasem Ci wszystko wyjaśnię.
- Dobrze dziękuję. Jeżeli Ci to nie będzie przeszkadzało chciałabym się położyć jestem strasznie zmęczona. – powiedziałam .
- Pewnie kładź się i odpocznij, zobaczymy się jutro – uśmiechnęła się – dobranoc .
- Dobranoc Irin .- powiedziałam .

  • awatar Awkward Moments ♥: zapowiada się fajnie :)
  • awatar Gość: Świeetnee ; ) wbijaaj ;** mile widziane kom. <3 na pewnooo się odwdzięczee ;D xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
1. Isabell Jons
Piękna blondynka obdarzona niezwykłą wyobraźnią.
Dziewczyna trafiła do poprawczaka po tym jak jej chłopak zginął w pożarze swojego domu.


2. Simon
Chłopak Isabell był z nią 3 lata. Zginął w pożarze.


3. Irin
Współlokatorka Isabell w domu poprawczym. Bardzo wesoła obdarzona niezwykłym darem, o którym dowiemy się gdy Izabell gdy lepiej się poznają.



4. Profesor Nolan
Jedna z nauczycielek w poprawczaku.
Pozornie miła ciekawe co przyniesie czas.


5. Madison i John rodzice Isabell
Starają się ją wspierać jak mogą. Będą bardzo rzadko rozmawiać z córką.
 

 
Od dłuższego czasu czytałam blogi z rożnymi historiami i opowiadaniami.I na mnie przyszedł czas od jutra będą się tu pojawiać kolejne rozdziały mojego opowiadania. Będzie to mieszanka momenty z życia wzięte, pojawia się istoty nad przyrodzone z czasem zobaczycie jakie. Mam nadzieje ze się spodoba i będziecie komentować. Już jutro pojawi się tu przedstawienie postaci występujących w pierwszym rozdziale ;*** Serdecznie was zapraszam ;*